Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xena. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 października 2016

Od Xeny CD Nosferatu

Kiedy powiedział mi całą ,,prawdę'' poczułam że mnie okłamuje, widocznie nie chce mi zdradzić co wtedy czuł. Jednak szanowałam to iż trzyma to w sekrecie, bo gdy mnie coś gnębi wolę się z kimś tym podzielić wtedy jest mi łatwiej. On widocznie woli żyć trudniej, ale to jego decyzja. Ja zapytałam i uzyskałam odpowiedz, nawet jeśli jest ona nieprawdziwa nie chcę się czepiać. W końcu nie ma teraz tyle siły co wcześniej, no i znów może dojść do zwarcia w jego systemie (XD), a ryzykować nie chciałam. Mimo iż moja ciekawość nadal chciała zadawać pytania typu: ,,A przez kogo ten ból psychiczny?'' ,,Czy to może moja wina?'' ,,Ile razy czułeś już taki ból ?'', nie pozwoliłam jej wiedząc że uraziłabym tym samca jak i swoją dumę. Bo kto uczestniczy aktualnie w programie:,,Sto pytań do?'' , możliwe iż ja ponieważ nie wściekam się kiedy ktoś zadaje mi setki pytań, bo przed niektórymi jestem bardzo rozgadana. Aktualnie byłam też bardzo zmęczona, więc nie chciało mi się otwierać pyska, za każdym razem gdy coś mówiłam głowa zaczynała mnie z lekka boleć, co dziwne słowa Nosferatu nie kaleczyły. Niedługo mi to przejdzie w końcu to mały guz, lub sporawy guz który wyrósł mi na głowie...na szczęście zakrywa go futro. Ale jakbym miała jeszcze raz rąbnąć się w to samo miejsce, to uczucie by mnie z lekka zwinęło w kłębek. Leżałam tak po czym moje powieki opadały co chwilę bezwładnie, miałam chęć się przespać...nie ważne gdzie byłam i z kim po prostu musiałam się z tym wszystkim przespać. Jednak w tym momencie nie dane mi było spać , ponieważ usłyszałam ciepłe i troszkę niezrozumiałe słowa Feratu:
- Xena, chciałabyś pójść ze mną na... imprezę Halloweenową?
Przerwał tym panującą ciszę i spojrzał na mnie z taką nadzieją w oczach. Moje zielone oczyska błyszczały co jakiś czas, ponieważ nie miałam chęci na rozmowę tylko na spanie. Ziewnęłam i podniosłam z lekka łeb. Po czym powiedziałam:
-Przepraszam Cię, ale nie usłyszałam do końca pytania, muszę się przespać , porozmawiamy o tym jutro dobrze? Dobranoc Feratu...
Wyszeptałam na końcu uśmiechając się i układając się do snu, samiec przycichł tak bardzo iż słyszałam pojedyncze krople deszczu i wiatr który niósł wiele informacji o jesiennej pogodzie. Kiedy już zasypiałam , usłyszałam:
-Dobranoc...
Dalsza część urwała się ponieważ byłam już pogrążona w głębokim śnie. Ta noc była dość spokojna, no ale nie obeszło się bez jakiegokolwiek snu. Śnił mi się mój ojciec , który uczył mnie polować. A może to nie był sen tylko wspomnienie z rzeczywistości. Tato był wyrozumiały , ponieważ wiedział że potrafię zabić jednak mięsa nie tknę. Tylko że czasami odpuszczałam od tak , mówiąc że to młode lub piszcząc że nie odpiorę matki , jej dzieciom. Wtedy to ojciec zamiast warczeć na mnie , głaskał mnie łapką po mojej malutkiej główce. Zawsze mówił iż jestem rozsądną osobą i nie zabijam bez powodu. Więc postanowił dać mi powód, chcąc wyszkolić mnie na dobrą wojowniczkę i łowce. Kiedy jadłam sobie owocki na leśnej polanie podszedł jakiś królik i zabrał mi jeden z owoców. Ja się śmiałam a mój tato patrzył na to wszystko z ukrycia. Właściwie...przypomina mi się taka scenka z prawdziwego życia tylko nie pamiętam by tata się ukrywał. Dalszy sen , przeradzał się w szybką akcję. Przyszło stado królików i jakby odebrało mi całe jedzenie. Wściekłam się i warknęłam:,, Wy zachłanne pastuchy, dać wam marchewkę to zabierzecie cały stos.'' po czym zaczęłam je ganiać, jednak nie zabijałam je tylko łapałam. Ojciec dziwił się mojemu zachowaniu, jednak zrozumiał że jestem wegetarianką i nic tego nie zmieni. Nie znoszę zapachy krwi ani jej smaku, dlatego tak trudno mi zabijać. Na szczęście w wyniku jakichś zdarzeń lub obrony własnej , lub innych potrafię walczyć jak na mnie przystało. Jak na córkę Armor'a i Melody, jedną z potomkini Aresa, wielkiego tygrysiego wojownika , który jak już wspominałam był moim pradziadkiem . Szkoda że nigdy go nie poznałam... Wracając do snu, skończyło się tak że ojciec zabrał mnie nad wodospad i pokazał jak łowi się ryby, a mimo to iż ich nie jem ...czasem miło jest upolować coś dla kogoś.
Obudziłam się dość późno, a kiedy podniosłam łeb i przetarłam oczy zobaczyłam Feratu który dziwnie się we mnie wpatrywał. Spojrzałam na Niego badawczo i uniosłam brew po czym ziewnęłam przeciągle zakrywając łapką pyszczek, tak mam taki odruch. Dzięki niemu nikt nie widzi mojej paszczy od środka i obowiązuje kultura. Wstałam i zaczęłam się rozciągać, dopiero wtedy powitałam samca:
-Dzień dobry...ehh, dobrze się spało?
On spojrzał na swoje łapy i uśmiechnął się sztucznie , tak mi się przynajmniej wydawało. Lub był to taki skryty uśmiech.
-Tak...dobrze. Dzień dobry, to się okaże.
Odpowiedział mało optymistycznie. Coś mi tutaj właściwie nie pasowało, bo nie wyglądał mi na wyspanego. Podeszłam do niego i spojrzałam w jego oczy po czym jak kobra wymusiłam od niego prawdę:
-Powiedz mi, czy Ty w ogóle spałeś?
On zaczął się wszędzie rozglądać, jednak zatrzymał wzrok na moich mocno zielonych oczach i mruknął:
-Tak.
Wiedziałam że mówi prawdę, jednak miałam do niego jeszcze jedno pytanie:
-A ile ?
On westchnął i przyznał się mi że niedługo, tak jak myślałam. Nie mógł zasnąć, a ja z łatwością oddałam się w objęcia Morfeusza. Machnęłam głową na ,,nie'' po czym przypomniało mi się iż Feratu zadał mi przed zaśnięciem jakieś pytanie.
-Właśnie, pamiętasz to pytanie które mi zadałeś wcześniej...?
On kiwnął głową ale coś zablokowało wymówienie tego pytania ponownie. Odsunęłam się i spojrzałam na wyjście od jaskini , pogoda się poprawiła. Do groty wpadały promyki słońca co nie często zdarza się jesienią. Wiatr nadal był chłodny jednakże nie aż taki jak wczoraj w nocy, ranek wydawał się jak ze scenki zwaną ,,bajkową jesienią''. Mogłam dostrzec spadające liście, właściwie to na drzewach zostało ich jakieś kilka sztuk, reszta leżała na ziemi lub była porywana przez wiatr który niósł je bezwładnie w dal. Wcale bym się nie zdziwiła gdyby ktoś dziś dostał z liścia od liścia i jego wspólnika zwanego wiatrem. Westchnęłam sobie z uśmieszkiem na pyszczku po czym katem oka spojrzałam na tygrysa. No nareszcie, coś z siebie wydusił:
-Xena, chciałabyś pójść ze mną na... imprezę Halloweenową?
Zrobiłam duże oczyska, co wyglądało dość nadzwyczajnie i może nawet pięknie. Zdziwiłam się że ktoś w ogóle chce mnie zaprosić. Obejrzałam się i powiedziałam tajemniczo:
-Wiesz co, obawiam się iż ...będę mogła z Tobą iść.
Na początku samiec zwiesił łeb, a później podniósł go triumfalnie, po czym zapytał niedowierzając:
-Czyli, że się zgadzasz?!
-Jasne.
Zaśmiałam się i czekałam na jego reakcję.

<Feratu??>

Od Xeny CD Noah'a

Jego sztuczne uśmiechy, próba schowania przede mną swoich uczuć, niezbyt mi się to podobało. No ale cóż, nie zmienisz od razu charakteru tygrysa który już tyle przeżył. Co prawda ta cała sytuacja była niezręczna, moja smoczyca przyglądała się temu wszystkiemu z daleka i myślę że sądziła iż urządzamy przed nią tak zwany ,,teatrzyk''. Spoglądała na mnie co chwilę i przekręcała łeb na boki , by zrozumieć cokolwiek z tej scenki. W końcu przed kilka sekundami krzyczałam, płakałam i przeżyłam chyba chwilową depresję. Nie ma to jak płakać ze śmiechu lub śmiać się z nieszczęścia.... Jednak coś nie spodobało mi się w jego zachowaniu, nie chciał bym mieszała się w jego życie prywatne i uczucia, za wszelką cenę próbował mnie odepchnąć od swojej szanownej osoby. Niby się cieszył że ktoś się nim zainteresował, mimo to ja poczułam że to on ma mnie w dup*e. Bo co to miało do cholery znaczyć ,,nie przywiązuj się tak bardzo do mnie''. Nie jestem psem, ja mogę tylko lubić, kochać, szanować, gardzić lub nienawidzić. To jego sprawa które z tych uczuć wybierze . Jestem osobą która łatwo się nie poddaje, też przeżyłam swoje i wiem co to życie. Czasami jest piekłem, czasami rajem.... jest: brutalne, krzywdzące, nieprzewidywalne, kruche. To tragedia, może wydawać się jak pudełko czekoladek...nigdy nie wiesz , co się trafi. Możliwe też że jest opowieścią, aktualnie wymieniłam większość złych stron życia. Jednak jest ono darem, jest jak film - dla jednego jest komedią , dla innego tragedią , a jeszcze dla innego bajką. Porównanie które podoba mi się najbardziej tkwi w mojej głowie już z pięć lat...brzmi ono: (radzę czytać wolno bo chciałabym byście zrozumieli ten cytat),,Życie jest jak wybuch ogniska sylwestrowego. Z początku tylko skra, co ideą zapala. Później lekki żar, co oczekiwaniem jest na serie barw, ciepła i rozkwitu...W końcu euforia wybuchu, co chwilę zamienia, we wszechświata władanie. Zanim przyjdzie powolny jej zanik, wszystko jest Nasze i dla Nas...Choć przeminie przecież . I świadomość że błysnęliśmy dla kogoś , kto zauważył i szczęście poczuł przed swoim apogeum lub w trakcie...''. Może jest to z lekka nie zrozumiałe jak ta cała sytuacja, ale mi się udało już rozszyfrowywać te słowa które wypowiedział mój wujek przed tym jak umierał śmiercią naturalną. Ten piękny cytat miałam zapisane w mojej małej główce, nie rozumiałam go z początku będąc małą samiczką , myślałam że wujek przed śmiercią zwariował. Na szczęście zrozumiałam te słowa, niestety dopiero po dwóch latach. Było już za późno by zmienić zdanie na temat tamtej sytuacja, jednak od tamtej pory ten cytat o życiu podoba mi się najbardziej z wszystkich. Wracając do Noah'a i jego słów które ciągle z lekka mnie irytowały, zemsta nad uczucia, za stary na miłość, dzieci ludobójcy , Shiba-jako dywan. Oke, koniec wspomnień i podsumowań...czas wracać ze spokojem do tej całej sytuacji , już chyba za długo tkwimy w ciszy . Z opanowaniem i spokojem powiedziałam:
-Wiesz co, to było kiedyś. Teraz jest mniej takich ludzi, jesteśmy pod dość dużą ochroną , zabójca Shiby pewnie już nie żyje...
Przerwał mi:
-Tak, masz rację bo go zabiłem.
Przewróciłam oczyma i kontynuowałam:
-Więc odpowiedział za swoje czyny, jesteś starszy ode mnie o kilka lat ale wiek nie ma nic do tego. Mój ojciec miał 12 lat a moja matka zakochała się w nim w wieku 5 lat. Wiek to tylko liczby, a przeszłość to przeszłość...już nigdy nie wróci i wiemy doskonale że nie możemy tego zmienić. Noah, kiedy Ty to wreszcie zrozumiem. Jest XXI wiek, ludzie nie mogą już tak na Nas polować. A choć zdarzają się wyjątki, to są już ludzie słabi którzy boją się Nas. Wiedzą zapewne iż kiedyś sprawiedliwość ich dosięgnie, a Ty nie musisz już pełnić rolę ,,bohatera'' i latać po wioskach, teraz są miasta , wsie i megamiasta. Prawie skończyła się era wiosek...Ale jeśli ludzie wejdą na Nasz teren i napadną Stado Tygrysiego Pazura to wiedz że i ja nie powstrzymam się od ludobójstwa. Czasami trzeba, jednak musi znaleźć się ogromny powód bym zabiła. Najpierw myślę, później robię i mam nadzieje że Ty tak samo. A teraz właź na Star i wracajmy do stada...a to co stało się tutaj , zostaje tutaj i w Naszych umysłach. Nie jestem typem plotkary, więc nie potrafię wszystkiego swobodnie wyśpiewać. Właź...
Zakończyłam to cichym rozkazem, wiedząc że dużo już mi nie powie . Ale miałam nadzieje że jeszcze dopowie jakieś słowo, kilka słów. Moja kochana towarzyszka podbiegła do Nas i położyła się, ja weszłam na nią bez problemu i wyszeptałam:
-Dziękuję że przy mnie jesteś, Star.
By wiedziała że szanuję ją i cieszę się iż mogę na niej polegać. Ona uśmiechnęła się i ryknęła cicho, by ludzie oddaleni o kilka kilometrów czasem Nas nie usłyszeli. Spojrzałam na tygrysa i uśmiechnęłam się, nie sztucznie lecz na prawdę.

<Noah?>

sobota, 29 października 2016

Od Xeny CD Noah'a

Nie potrafiłam zrozumieć tego wszystkiego no i dać mu do zrozumienia że nie wszyscy ludzie tacy są. Przykładem może być moja Christine która uratowała mnie i moich braci, gdyby nie ona pewnie byśmy zginęli. Jej rodzice byli i mam nadzieje że są bardzo dobrymi ludźmi, a ci co zniszczyli moje stado nie mieli rozumu. W końcu nie wiedzieli co robią, jak może się to skończyć. Pomyśleć że tak często jak moja pani oglądała telewizję to leciały te durne wiadomości których zwykle nie lubiłam lecz czasami mnie zaciekawiały. Co do wiadomości, słyszałam czasem że jest coraz mniej tygrysów, że przez ludzką głupotę Nasza rasa może wyginąć jak np. jakieś pojedyncze podgatunki. Tak, denerwowałam się wtedy bardzo słysząc takie rzeczy jednak Christine zawsze mnie uspakajała, co innego Armor King który zawsze wychodził wtedy z domu bez pozwolenia i biegał gdzie popadnie , uderzał w co popadnie by tylko rozładować swój gniew. Bo jego gniew nie poskromi ręka ludzka a jedynie wycieńczenie i walka z samym sobą. To wszystko przypomniało mi się od tak...choć wiedziałam że przez ludzi moje życie potoczyło się inaczej to nie miałam żadnej chęci zemsty. Nie wiem czemu, jedynie co Armor czasami wspominał iż ciągle o tym myśli i nie potrafi zapomnieć. Jednak chyba tutaj o to chodzi, nie zapominajmy o tych co odeszli z tego świata...mimo że odeszli w sposób tragiczny. Teraz mają spokój, nie muszą się męczyć na tym pełnym pułapek świecie, patrzą na Nas z góry dowodząc swoim stadem jak za życia. Tylko to stado jest dla wszystkich zmarłych tygrysów, które nie mają miejsca w niebie. Kiedy Noah wpatrywał się w moje tryskające zielenią oczy, ja wsłuchiwałam się w jego opowieść. To o to chodzi, on nie trafił na takich ludzi jak ja, teraz wiem że miałam szczęście w tamtej chwili. On nie przeżył to tak mało drastycznie jak ja, ja byłam wychowywana przez ludzi którzy na wszystko mi pozwalali i w dodatku pieścili mnie jak tylko mogli , oczywiście aż do czasu. A on był katowany przez ludzi, poniżany...trafił na osobnika rasy ludzkiej nazywanego: ,,Diabłem'' . Jak dla mnie najgorsze było to że nie pamiętał swoich rodziców, to nęka wiele osobników, jak ja się cieszę że pamiętam charakter i wygląd obojga rodziców. Mój ojciec był wielkim wojownikiem, dowódcą stada , zawsze wiedział co i jak i nikt mu nie podskakiwał. Nie wiem może za bardzo się go bali, bardzo twardo stąpał po ziemi jednak czasami gdy daliśmy mu spokój siedział przed wodospadem i wysłuchiwał wszystkich dzięków a czasami nawet śpiewał...Charakterem był bardzo podobny do Armor King'a, to pewnie dlatego odziedziczył po nim część imienia, tak mój ojciec zwał się Armor, jak dla mnie było to bardzo twarde imię. Był jednak dobrym ojcem, znajdywał dla Nas czas nawet wtedy gdy go nie miał. Za to go kochałam i nadal kocham, pocieszał w trudnych chwilach a gdy było trzeba bronił każdego przed losem , nawet wroga lub nieznajomego. Dlatego każdy kto go znał miał do niego wielki szacunek . A co do mojej mamusi, była delikatną i cichą osobą jednak w czasie zagrożenia potrafiła pokazać sporawe pazurki. Miała wielkie serce i dobrą gadane, była inteligentną samicą dlatego nie tylko była samicą Alfa ale też głównym strategiem. Mojej mamie nie była obca wojna i walki, ponieważ wywodziła się z rodu Aresa -był to mój pradziadek (po prostu miał tak na imię) , jak samo jego imię mówi był wojownikiem na wielką skalę, wygrywał każdą wojnę i nie wahał się poświęcić czyjegoś życia w wojnie. Był z lekka oschły , jednak zmarł śmiercią naturalną ze starości. Co do mojej mamy, miała na imię Melody, to imię bardzo mi się podobało...było takie piękne i wdzięczne. Kojarzyło mi się z muzyką, było to bardzo trafne imię dla mojej mamci. Kiedy zapadała noc ona nuciła nam piękne piosenki na dobranoc, miała wręcz niemożliwie uroczy głos. Jak anioł, który jest przy Tobie w dzień i w noc by Cię chronić od zła tego świata. Tak, taka było moja mama , pełna wdzięku i piękna, właśnie tak ją zapamiętałam i bardzo się z tego cieszę. Moje myśli ostatnio bardzo się rozwijały, ciągle o czymś myślałam, może nastały właśnie takie dni w których wspominamy swoich bliskich zmarłych i tamtejsze życie. A może tylko ja tak rozmyślam...Kiedy usłyszałam jak Noah był katowany przez Willa za młodu , zwiesiłam uszy. Musiał być to nienormalny człowiek, który nie miał serca...ale nawet najgorszym wrogom się wybacza. Nosiciel tygrysich futerek, już za to powinien siedzieć w więzieniu do końca życia, jednak skończył jako karma dla jednego z nich. Jakim prawem ten człowiek robił takie rzeczy i miał dostęp do zabijania naszej rasy, naszego gatunku. Może to o nim mówili wtedy w wiadomościach, może i on przyczynił się do stopniowego zanikania tygrysów. Rozumiem nienawiść tygrysa do tego człowieka, jednak jeśli go zabił to po co mści się na reszcie ludzkości? W końcu oni się do tego raczej nie przyczynili, Will zawinił swoją nieludzką postawą. Zabierając młode matką wykazał się wielkim idiotyzmem, już same matki tych tygrysków powinny mu wydrapać oczy i włożyć głęboko do gardła by widział jak inni rozdzierają go od środka. Jednak to też nie byłoby mądrą postawą, ludzie mają nad nami przewagę którą zwą ,,bronią'' , nie każdy jednak ją posiada. Ja na miejscu Noah'a zastanowiłabym się czy go zabić czy nie...a jeśli już miałabym to zrobić to...robiłabym to powoli. No oczywiście gdyby zależało mi na jego śmierci i cierpieniu, on zakończył to jednak w szybki sposób. Ale ta drżąca ręka może dowodzić o tym że posiadał jakiekolwiek uczucia i serce, lub bał się to zrobić. Wahał się, by wychowywał go dość brutalnie przez całe jego życie a później chciał go zabić. A co jeśli nie miał wyboru, a co jeśli był ktoś inny kto pociągał za sznurki. A Will był jego laleczką, która wykonywała jego rozkazy by nie zginąć. Wszystko jest teraz możliwe, ludzie zabijają innych by nie zostać zabitymi. Właściwie to słyszałam takie dziwne motto pewnego tygrysa: ,,Zjedz wszystkich zanim wszyscy zjedzą Ciebie. '' To okropne , ohydne i okrutne jednak z lekka to motto niosło za sobą prawdę. Taki jest Nasz świat, jesteśmy tylko laleczkami w rękach innych, laleczkami w racach Boga (Bogów). Jednak zdziwiło mnie też to że Will nie domknął kłódki , może chciał odejść w spokoju żeby po jakimś czasie Noah skapnął się i stąd uciekł, a może był po prostu zagubiony lub mało inteligenty. Tak, to prawda...miał dużo szczęścia . Bo pewnie gdyby go nie zabił, nie rozmawialibyśmy sobie teraz i...nie spotkalibyśmy się nigdy. Tak, nie poznałabym Noah'a i nie wpakowałabym się w kłopoty. Ma to dobre jak i złe strony, jednak nie zważam na te dobre. Bo , teraz jak tak myślę to nie wyobrażam sobie tej chwili w której by go nie było. Mimo to, na szczęście udało mu się ujść z życiem, z resztą tak samo jak mi. O mało co nie zabiłabym się z bratem spadając z góry, mieliśmy małe szanse na przeżycie, jednak nadzieja Nas nie opuściła , no i fart. Niestety szczęście ma to do siebie że jest przelotne. Jednak tamto szczęście to było co innego, on od zawsze walczył o swoje życie, aj tylko w dwóch momentach ....Nadal będę się dziwiła jak mógł sobie przysiądź że będzie się mścił na ludzkim gatunku, w końcu nie zabije wszystkich. A najgorsze jest zabijanie tych niewinnych, jeśli chodzi o zabijanie tych co przyczyniają się do wyginięcia tygrysów to z miłą chęcią takich by się dopadło, Armor King na 100% zgłosił by się na ochotnika. Ale żeby tak ludzi którzy nie mają pojęcia o co chodzi , tych którzy nie są w to wmieszani?! Jak można! Mimo wszystko co zrobił, w głębio duszy czułam że Noah miał wielkie serce...bo gdyby go nie miał nie uwolnił by tamtych tygrysów. Smutne i beznadziejne było to iż po prostu bał się mieć rodzinę. Mimo że pewnie już kogoś pokochał...bał się z nią być i mieć młode, bał się przedłużenia swojej lini rodowodowej co było dla mnie...naprawdę smutne. Chciał zaskoczyć ludzi, nie miał nic do stracenia, jedynie co to własne życie o które za bardzo nie dbał. Jednak wykazał się głupotą robiąc wszystko to co robili ludzie, mordował dorosłych, kobiety i dzieci co było dla mnie chore. Byłam jednocześnie na Niego wściekła, jak i współczułam mu ....chciałam już na niego warknąć , lecz kiedy zobaczyłam jak spuszcza głowę, uroniłam łzę która kapnęła na jego ucho , ponieważ się nad nim nachyliłam. Nie mogłam uwierzyć że był w stanie wymordować tyle dzieci i ogółem niewinnych ludzi , którzy nie mieli nic z tym wspólnego. Moje małe serduszko się miotało, nie wiedziałam co zrobić. Jednak wygrała wściekłość i niedowierzanie, ponieważ gdy tylko samiec podniósł łeb i spojrzał w moje oczy, walnęłam go łapą w pysk (niezbyt dotkliwie, ponieważ nie chciałam go skrzywdzić a dać jedynie do zrozumienia pewną rzecz) . Kiedy zorientował się co właśnie zrobiłam, dotknął swojego policzka łapą, otworzył pysk i spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Wcale mu się nie dziwię, bo samica która właśnie uroniła łzę słysząc jego historię z życia wziętą, jego przeszłość właśnie dała mu w pysk. Co do mojej wściekłości , te mieszane uczucia nieźle mnie zbulwersowały. Kiedy tak na mnie patrzył , popłakałam się i szybko przytuliłam go , wiedząc że moje zachowanie nie było zbyt przemyślane.
-Przepraszam, ale musiałam.....
Wyszeptałam, wtulona w jego futro, mimo wszystko on również mnie przytulił i to dość mocno, jakby nie chciał mnie puścić. Poczułam jego łzy... na mojej sierści. W końcu moment był łzawy.

<Noah, wiem że dołożyłam do pieca XD>

Od Xeny CD Nosferatu

Feratu nie wyglądał najlepiej, jego głos prawie wcale się nie zmienił choć jednak...drżał co parę sekund. Lecz w jego oczach zauważyłam zmianę gdy tylko na nie spojrzałam...wyglądały tak jakby za chwilę miały popłynąć z nich dwie rzeki upragnionych łez, a choć porównanie to nie jest zbyt trafne to wydawało mi się to bardzo możliwe. Był czymś przybity, jego wyraz pyska tego nie okazywał, ukrywał coś przede mną ,czego nikomu jeszcze nie miał okazji powiedzieć. Nie znałam go aż tak bardzo, jednak zdziwiłam się że jeszcze nie podzielił się ze mną tą smutną myślą, którą gdzieś tam trzyma w tajemnicy i ukryciu. Pewnie nie ufa mi jeszcze na tyle by mi to zdradzić, choć jakby nad tym tak dobrze pomyśleć to zawsze zaufanie opiera się na długiej, raczej silnej dość znajomości. W końcu to właśnie jego poznałam tutaj jako pierwsza, on pokazał mi tereny i zaprowadził do Alfy, tego pięknego stada. A choć wiedziałam że znajduje się tutaj jakaś grupka tygrysów nie byłam niczego pewna, to dzięki niemu tutaj jestem. Nie znamy się krótko, minęło w końcu już parę dobrych lat...Jestem już starsza i można powiedzieć iż mądrzejsza, sumiennie spełniam swoje obowiązki w stadzie i podoba mi się tutaj. Tak szczerze , kocham Stado Tygrysiego Pazura i gdybym się tak dobrze zastanowiła nad swoją przyszłością ...To nie wiem co bym teraz robiła, no i gdzie bym się podziała(gdybym tutaj nie trafiła)? Nie będę zadręczać swojej głowy takimi problemami, bo ważne jest to co jest a nie to co by było lub to co będzie, liczy się ta chwila w której akurat patrze na niego i kompletnie nie wiem co powiedzieć bo zastanawiam się nad czym innym. Widzę że Feratu nie wygląda za dobrze, jednak nie jest w żadnym złym stanie. Nie cierpi fizycznie, przypomina mi to raczej ból psychiczny (który jak dla mnie bardziej rani, najdłużej boli, no i czasami nawet się nie goi), ponieważ aktualnie by się do mnie z lekka uśmiechnąć wbił pazury w posłanie na którym leżał. Spojrzałam na niego z troską, jakby to matka patrzyła na swojego niezdarnego ( XD Heheszki) dość syna który przed chwilą odwalił coś niezbyt niebezpiecznego ale jednak nierozsądnego i niespodziewanego. Tak, to było dobre porównanie , przynajmniej z mojej perspektywy. Dziwiło mnie to że próbował być bardzo poważny i starał się ukryć jakieś uczucia...którymi właśnie się kierował. Jak ja śmiejąca się z poszkodowanego brata za młodu, kiedy przeszkodził ojciec krzyczałam do reszty : ..Kamienna twarz''. No i wtedy zawsze byliśmy tacy poważni a kiedy ojciec poszedł ... to nadal wpadaliśmy w ten nasz szatański śmieszek . Ale to przeszłość, no i nie wydaje mi się żeby Feratu przed chwilą się śmiał. Raczej szarpały nim negatywne emocje, nie wiem w jaki sposób, ale przeczuwałam to, a choć nie miałam pewności zdałam się na swój instynkt chcąc wycisnąć od niego jakieś informacje. Jednak trzeba było zacząć powoli. Po zadanym pytaniu(tak ciągle myślałam i jeszcze na nie nie odpowiedziałam) zaczęłam się zastanawiać nad odpowiedzią dopiero teraz, ale nad taką która miałaby sens i byłaby w 100% prawdziwa. A że byłam z lekka zmieszana tą całą sytuacją nie czepiając się już tematu walki z niedźwiedziem....(ponieważ byłam po tym zmęczona ) po prostu wydukałam:
- Ja chciałam się upewnić, że wszystko jest z Tobą w porządku i się dowiedzieć co Ci doskwiera...
Może wydawać się że szeptałam, bo w końcu nie wiedziałam jak odpowiedzieć na to poważne dość pytanie. Nie dał mi jednak dokończyć ponieważ kiedy na niego spojrzałam uniósł brew co z lekka mnie rozśmieszyło i znów zaczął przypominać mi starego (nie chodzi o wiek XD) Feratu. Jego oczy były już mniej przepełnione smutkiem niż kiedy weszłam. Wiedząc że rozmowa pomaga , dodałam z uśmiechem, jednak spuszczając łeb:
- Och, no dobra. Chciałam Cię zobaczyć i upewnić się, że w ogóle żyjesz.
Jednak tak naprawdę wydawało mi się że to wygrałam bo poprawiłam mu nastrój , to było dla niego ważne że ktoś o nim myśli. Takie miałam przeczucia, bo i ja bym się cieszyła gdyby ktoś do mnie przyszedł po takiej małej ,,katastrofie'' no i wydukał mi takie coś. Z przemyśleń wyrwał mnie głos samca:
-Nic mi już nie jest.
Który próbował wstać i do mnie podejść, jednak ja podbiegłam do niego i spojrzałam srogim wzrokiem który mrozi krew w żyłach. Wiem że czuje się już lepiej, ale dla swojego dobra powinien się jeszcze wykurować.
-Wiesz, dobrze że czujesz się lepiej. Bardzo się z tego cieszę, ale wolałabym gdybyś sobie jeszcze tutaj trochę posiedział niż na drugi dzień znów tutaj leżał. Rozumiesz, może i czujesz się na siłach ale jestem pewna że jeszcze nie do końca. Nawet jeśli nie jest to ból fizyczny, tylko psychiczny...to powinieneś to sobie przemyśleć by Cię nie nękało, daj sobie czas..
On westchnął tylko głośno zamyślając się, spuszczając głowę myślał nad czymś intensywnie, tak jak ja mu radziłam. Cieszę się że nie buntował się i nigdzie mi nie uciekł, no bo bądźmy szczerzy zdarzały się takie przypadki znając życie. Przyjął to chyba pozytywnie bo ze spokojem, przez parę minut się do siebie nie odzywaliśmy. Ja stałam, nie siedziałam...stałam choć byłam zmęczona i wykończona tym wszystkim . Ziewnęłam cichutko wydając z siebie cichy i nietypowy pisk po czym zakryłam pyszczek łapą. Po paru chwilach zaraziłam i samca ponieważ również ziewnął przeciągle i nawet przetarł łapą oko. Ja uśmiechnęłam się i położyłam obok samca który spojrzał na mnie zdziwiony.
-Przepraszam, ale jestem zmęczona...
Znów ziewnęłam a oczy zaczęły mi się kleić . Podczas walki uderzyłam w drzewo a potem dostałam ciałem Alfy...z jednej strony cieszę się że byłam jej tarczą...Jednak ból głowy nie opuścił mnie tak łatwo, boli nadal tylko nie chcę tego okazywać. Będzie to po prostu spory guz i nic więcej, w końcu przez chwilę kręciło mi się w głowie. Nie doznałam raczej...mam nadzieję jakiegoś mocnego wstrząsu. Trzymam się i tyle...A choć Ana wyraźnie kazała mi iść odpocząć ja udałam się tutaj...Właśnie , przypomniałam sobie rozmowę z Alfą i jej pytania. Postanowiłam zadać pewne tygrysowi:
-Powiedz mi, co Ci się wtedy stało? Upadłeś tak bezwładnie i gwałtownie...wiem że nie chcesz zapewne tego drążyć. Jednak myślałam na początku że stroisz sobie ze mnie żarty...i chciałabym wiedzieć, czemu straciłeś przytomność ?
Łeb położyłam na swoich łapach patrząc prosto na wyjście od jaskini, było już dość ciemno , zimno i mokro. Po pierwsze było po 19 a już zrobiło się ciemno, chłodny wietrzyk wpadał co chwile do jaskini no i słychać było jak pojedyncze kropelki deszczu uderzają o podłoże. Tak, to właśnie uroki jesieni, niektórzy jej nienawidzą, inni mają dość takiej pogody. Mimo to ja nie narzekałam, ponieważ lato jest dla mnie też czasami zbyt upalne i szczerze w nim nie gustuje. A jesień, wtedy to właśnie są dorodne plony, deszcz ożywia rośliny a te piękne kolorowe liście spadają z drzew . To właśnie w tę porę roku mogę chodzić po kolorowym dywanie z liści , czuję się wtedy bardzo spokojnie. Można powiedzieć że kocham jesienne kolory, choć wiosną kwitnie wiele kwiatów które mają setki kolorów, dla mnie jesień również jest wspaniała. Co prawda, czasami daje nam w kość . Lekki katar, czasami chrypka w gardle lub poczucie oziębienia, te ciągłe deszcze. Jestem pewna że Ci co tak narzekają na jesień , będą płakać gdy nadejdzie zima. Te święta, śnieg. Właściwie chyba wolę zimne klimaty od bardzo ciepłych. A co do świąt, w jesień jest ich również kilka a choć nie są takie ważne dwa się stykają w pewien sposób. Hallowen- dość stare święto potworów które przypada na noc z 31 października na 1 listopada . No i Wszystkich Świętych, nie zapominając o Zaduszkach- są to święta ku czci wszystkich zmarłych , przypadają one 1 i 2 listopada. No ale mi się o tych świętach przypomniało, przynajmniej załapię się na Hallowen w najbliższym czasie, pomyśleć że to tylko jeszcze klika dni. A ja jeszcze nic za bardzo nie zaplanowałam. A co do Wszystkich Świętych, Armor King i ja pewnie przesiedzimy go samotnie, przy wspomnieniach o rodzicach, ciotkach i wujkach, dziadkach i kuzynach. A choć ich życia płomień już zgasł, to myśli o nich są przecież w Nas. Tak, jest to cała prawda ponieważ jedyne co mogę dać swojemu tacie w prezencie jest znicz w kształcie serca:
Jednak ciała moich bliskich spoczywają gdzieś na terenach Naszego(mojego i Armor'a) kochanego stada z młodości, zwało się ono Stadem Night Melody , kochałam je...jak i kocham to stado. Tak, brakuje mi tamtych chwil, jednak wiem że nie zapomnę dni, miesięcy spędzonych tam w towarzystwie kochającej rodziny. Właśnie wtedy uroniłam łzę, pojedyncza i ciepłą...płynęła po moim policzku i gdy była blisko celu ja przetarłam pyszczek łapką nie dając nic po sobie poznać.
Mając na wpół zamknięte powieki ciągle zbierało mi się na jakieś myśli, wspomnienia. Ponieważ Feratu ciągle zastanawiał się jak to ująć, znaczy...szczerze wątpiłam iż będzie w stanie mi to jakoś wyjaśnić. Jednak czekałam cierpliwie na jego odpowiedz, bo wiem że potrafię wysłuchać.

<Nosferatu, nareszcie z lekka się rozpisałam C'>

sobota, 22 października 2016

Od Xeny CD Noah'a

Z lekka dziwiłam się iż nie przejmował się swoją raną, nie powinien dać się tak katować. Rozumiem że czasami rany są dla niektórych pamiątką, Armor też ma kilka blizn, no ale kochani bez przesady. Trzeba z tym coś zrobić, jednak aktualnie wolałabym porozmawiać. Jednak kiedy usłyszałam o jego wyczynach w młodości ciarki mnie przeszły a sierść na grzbiecie z lekka się zjeżyła, po za tym brało mnie na wymioty. Co prawda rozumiem go, ja też niezbyt na początku szanowałam ludzi za to co mi zrobili...jednak to nie do końca tak. W końcu u mnie to się jakoś nie ułożyło, jedni ludzie są tacy a drudzy tacy. Na szczęście jest garstka tych dobrych, którzy Nas w jakiś sposób rozumieją i kochają. Jak moja Christin którą bym bardzo chciała zobaczyć, jednak wiem że nie jest to zbytnio możliwe. Jednak wracając do tematu, tak to jedzenie ludzkiego mięsa, zjadanie ludzi było pewnie ohydne i obrzydliwe. Jak tak można, z resztą co ja mogę wiedzieć jak ja mięsa nie jadam. Armor warczał mi coś kiedyś po nosem że ludzie mogliby być naszą zdobyczą gdyby tak nie ewoluowali czy coś takiego, i że nie boi się na nich polować, bo to ssaki więc zwykła zwierzyna łowna dobrze rozwinięta i idąca z postępem technicznym. Może i ma trochę racji, jednak nasza rasa nie jest w tyle jeśli chodzi o rozwijanie się. Tak sobie rozmyślałam ale gdy rzucił:
- Nie bo zemsta jest słodka a nie obrzydliwa.
To aż przekręciłam oczyma i zaczęłam szukać dobrych słów a by zyskać na czasie zapytałam szybko:
-Stąd te Twoje blizny?
A on zaczął:
- No wiesz jak wpadasz do wioski zabijasz dorosłych i dzieci,niemowlęta wszystkich to ludzie potem strzelają w ciebie czym się da latają z pochodniami i śmiesznie jest ...
I próbując wsłuchać się w jego opowieść zaczęłam nad czymś myśleć, chodziło mi o moje skojarzenie z ,,zemstą''. Jednak kiedy usłyszałam jego ostatnie słowo wzdrygnęłam się.
-Śmiesznie jest, uważasz to za śmieszne, no to masz ładne poczucie humoru. Wiesz jak się zachowałeś, jak Ci ludzie co napadli na stado moich rodziców...Ty zabiłeś dorosłych i dzieci, ludzie młode , samce i samice. Ludzie strzelali w Ciebie, a moja rodzina próbowała chronić co się da i posługiwała się kłami i pazurami , wrodzonymi instynktami. Z własnego doświadczenie nie uważam to za śmieszne, ani troszkę. No i mam dla Ciebie radę Noah, może i zemsta jest słodka, ale gorzko się odbija.
Zamilkłam spoglądając w niebo, po krótce wyjawiłam mu swoją tragiczną historię. Powiedziałam całą prawdę i tylko prawdę, czyli to co leżało mi na sercu i niech on sobie odbierze to jak chce, jednak wolałabym żeby zrozumiał moje słowa i to dosłownie. Nie wiem nic zbytnio o jego historii, ale zdołałam zrozumieć że rasa ludzka miała na nią duży i negatywny wpływ...

<Noah?>

czwartek, 6 października 2016

Od Xeny CD Noah'a

No nie powiem na początku nie wiedziałam o co kaman. Ludzie byli tak przerażeni że myślałam że popuszczę ze śmiechu, jednak ja sama patrzyłam na jego popisy ze zdziwieniem w oczach. Numer z ,,duszeniem'' nawet nam wyszedł tylko szczerze wolałabym by samiec był ofiarą i bym ja go dusiła. Jednak może nie przystoi, śmiałam się w duchu z tego całego teatrzyku jednak nie mogłam przestać udawać że się bronię. Kiedy kazano nas rozdzielić poczułam że czas zadziałać, Noah pokazywał im że mają się czego obawiać...oni drżeli ze strachu sama nie wiem przed czym...w końcu samiec wcale nie był taki straszny. Ta cała akcja rozgrywała się dość szybko, kiedy wyszłam miałam już plan , jednak kiedy zobaczyłam samca który nie jest na siłach i zabitego człowieka ryknęłam ze złości.
-Myślałam że mamy to załatwić pokojowo.
Mruknęłam na szepty samca. Stałam w miejscu nie słuchając jego ględzenia. On na to zirytowany podbiegł do mnie i warknął:
-Co Ty robisz, ruszaj się.
Ja jednak sprytnie odwróciłam się i wyskoczyłam przez okno...co prawda było bardzo wysoko. Jednak wiedziałam i byłam pewna siebie, wierzyłam że Star tutaj jest. Ona jest zawsze tam gdzie jej potrzebuje. Oczywiście że śledziła nas w drodze...jednak bałam się że Nas zgubi. Nie myliłam się, bez problemu wylądowałam na cztery łapy na grzbiecie mojej smoczycy. Usłyszałam tylko krzyk samca:
-Nie! Xena!
~Star, podleć bliżej musimy po niego wrócić.
Ona kiwnęła łbem i podleciała bliżej wieżowca.
-Ej, ruszaj się! Jestem tutaj!
Krzyknęłam do niego, spojrzał na mnie i westchnął dziwnie ciężko. Pewnie myślał że zwariowałam i rzuciłam się w otchłań. Jednak nie miałam takiego planu. Nagle pojawili się ludzie którzy celowali w samca, przypomniałam sobie że jest już ranny i nie może walczyć już w takim stanie. Więc ryknęłam:
-Skacz!
On bez zastanowienia zamknął oczy i skoczył. Jednak za lekko się odbił i nie doskoczył do Nas.
-Nie...
Zacisnęłam powieki.
~Xena, spokojnie..złapałam go w szpony.
Ta wiadomość mnie ucieszyła. Spojrzałam ostrożnie w duł, rzeczywiście był tam cały i ...z kulą w grzbiecie.
-Trzymaj się tam!
Krzyknęłam i poprosiłam Star by odstawiła Nas przy jakimś lesie. Był on niedaleko w 5 minut znaleźliśmy się na lądzie, zeskoczyłam ze smoczycy biegnąc do tygrysa. Po czym od razu zapytałam:
-Jak się czujesz?!
On uśmiechnął się jakby i mruknął:
-Bywało gorzej...Jestem ciekawy ...skąd miałaś pewność że nie umrzesz skacząc z takiej wysokości?
Jego pytanie z lekka mnie zaskoczyło, usiadłam i mruknęłam:
-A co? Czyżbyś się o mnie martwił?
Samiec odwrócił łeb, po czym wydawał się być z lekka zmieszany. Jednak po chwili zapytał:
-A kiedy ja skoczyłem? Wtedy czasem nie martwiłaś się o mnie?
Ja również na chwilę obróciłam łeb i zaśmiałam się cicho. A to chytrus jeden, może i tutaj mnie ma.
-Mniejsza o to, może zostawmy to dla siebie?
Zapytałam z uśmiechem.

<Noah? XD>

Od Xeny CD Weeda

Może to wejście na drzewo i obserwowanie go stamtąd to nie był dobry pomysł ? Ponieważ upadek nie był zbyt przyjemny, a ta turlanka z Weedem również. Ale na całe szczęście wszystko skończyło się jak najlepiej. Wylądowanie pod łapami Abigail i Ezraela to najlepsze co mogło nam się przytrafić. Z szybkością rakiety wstałam z brzucha samca i uśmiechnęłam się niemrawo pokazując białe kiełki. Abi z trudem powstrzymywała śmiech a ja bladego rumieńca który był blady ponieważ moje samopoczucie...było jakoś tak sturlane jednym słowem ujmując. Jednak samica rzekła z ukrytym uśmieszkiem:
-Widzę, że już się świetnie zaprzyjaźniłeś z Xeną...
Wtedy to dopiero Weed wstał kiwając się z lekka na boki, ja przejęłam ,,stery'' mrucząc:
-Wiesz ile ja musiałam zrobić by wytłumaczyć temu oto osobnikowi że jesteś u Nas w stadzie. Co ja przeszłam to już widziałaś.
Przy końcu zaśmiałam się zakrywając łapą pyszczek który ciągle się nie zamykał. Momentalnie wszyscy wybuchli śmiechem, jakby było to zaraźliwe. Jedynie co Ezrael stał i przyglądał się tej sytuacja jakbyśmy spadli z księżyca. Właściwie to ja spadłam z drzewa ...ale to już minęło. Po jakimś czasie odeszłam od nich razem z Ezraelem który patrzył na mnie jak na kosmitę, fuknęłam tylko i wytłumaczyłam:
-Nie wiem czy jesteś już świadomy ale Weed to nie jest jej dawny partner tylko brat, więc spokojnie. Weed od dawna ją szukał i nie wiem czy chciał mi zaufać kiedy chciałam wytłumaczyć mu to i owo.
On tylko kiwnął głową i uśmiechnął się cwaniacko jak ja. Czyli że reszcie zrozumiał o co chodzi, dobrze że daliśmy im spokój na normalną rozmowę. Ponieważ pewnie dawno się nie widzieli...
Ja udałam się do swojej jaskini ponieważ przez ostatnie dwie noce nie spałam zbyt długo, a my tygrysy potrzebujemy aż 15 godzin snu. Z tego co pamiętam, jesteśmy gatunkiem który potrzebuje go najwięcej...oczywiście gatunkiem kotowatych. Mniejsza o to, czas na maluteńką drzemkę, już ułożyłam się do snu z uśmiechem na pysku. Byłam szczęśliwa że pomogłam Weed'owi odnaleźć siostrę , wiem że na początku co prawda mi to nie wyszło ale chciałam go przetrzymać na naszych terenach. Co prawda Abigail nigdy nie wspominała mi ani nikomu o swojej rodzinie. Może nie miała do tego głowy ani siły? Z resztą, nie będę zaprzątać sobie głowy pytaniami. Miałam w końcu odpocząć. Moje powieki powoli opadały, a kiedy już byłam w stanie spoczynku usłyszałam:
-Xena, mam do Ciebię prośbę! Śpisz?
Westchnęłam w myślach i jakbym tylko leżała otworzyłam oczy i ziewnęłam cichutko zakrywając pysk łapką.
-Nie, nie śpię. O co chodzi ?
Dopiero teraz zobaczyłam że to Abigail. Zwykle do mnie nie przychodziła , ciekawe co to za wyjątek.
-Wiem że nie znamy się za dobrze, ale Ty jako jedyna zdążyłaś już poznać mojego brata. Dziękuje Ci na wszystko, jednak proszę o jeszcze jedno. Problem w tym że obiecałam Ezraelowi że pójdę z nim na spacer a Weedowi że go tutaj oprowadzę...
Wyszeptała z lekka zmieszana. Ja oczywiście z lekka wkurzona że mnie obudziła odrzekłam żartobliwie:
-I co mam iść z Ezraelem na spacer?
Po czym się zaśmiałam, tygrysica popatrzyła na mnie z byka a ja mruknęłam:
-Oj...sądzisz że będzie chciał ze mną iść?
Ona kiwnęła podskakując a ja usiadłam i przybrałam kamienną twarz po czym z narastającą presją mówiłam:
-Przykro mi ale jestem z lekka zmęczona, więc będę musiała ...przyjąć tę propozycję.
Ona podziękowała mi , powiedziała gdzie jest Weed i pognała do Ezrealea, czyżby szykowała się nam jakaś parka? Poszłam się wytarzać w pewnych kwiatkach które kwitną jesienią i pobiegłam w wskazane mi miejsce. Nad wodospadem wpatrzony w swoje odbicie stał Weed.
-Cześć.
Odezwałam się podchodząc do niego , miałam nadzieje że nie przyjmie tego źle. Opowiedziałam mu spokojnie o zaistniałej sytuacji.

<Weed?>

środa, 28 września 2016

Od Xeny CD Noah'a

Piękny dzień zepsuty przez takiego jednego samca. Ehh, w głowach im się chyba już poprzewracało. Skąd ludzie na naszych terenach, to jest jak dla mnie niemożliwe. To jest w końcu jakieś rozwiązanie , może to tylko jeden z tych dziwnych koszmarów?! Tak, pewnie tak. Nie no...nie będę robiła sobie głupiej nadziej bo się jeszcze rozczaruje potem. Czas spojrzeć na jasne strony tej sytuacji...tylko że ich nie ma! Pomyśleć że jeszcze niedawno czułam się wręcz znakomicie nurkując w wodospadzie a teraz siedzę w klatce z nieznanym mi prawie wcale samcem który ciągle narzeka i zgania winę na mnie. Tylko że...nie musiał krzyczeć bym uciekała bo w końcu jakby chciał uciekł by sam . Choć z moich obliczeń mieliśmy marne szanse na ucieczkę , tylko zdziwił mnie fakt że zamiast atakować kazał mi uciekać. Dlaczego nie skoczyć na człowieka i uciekać...tylko od razu podkulać ogon jak małe kotki. Nigdy chyba tak się nie wygłupiłam...jak dziś. Przestało mi się to podobać i warknęłam:
-Po pierwsze to zawsze zgania się winę na małpę...widzisz tutaj jakąś bo ja nie będę wymieniać po imieniu . Po za tym...aktualnie nie mam pojęcia jak się stąd wydostać. Chciałabym ...
Moją wypowiedz jednak przerwało gwałtowne zatrzymanie się wozu. Z lekka przewaliliśmy się do przodu, mruknęłam niezadowolona spoglądając przez pewną lukę po czym szepnęłam do tygrysa:
-Siedz teraz cicho.
Z auta wyszedł pewien otyły facet i zaczął oglądać przyczepę, nagle cmoknął i wrzasnął:
-Szefie, mamy flaka.
Pamiętam to słowo, ma ono kilka znaczeń. Ja jednak flakami się nie interesowałam...bo były związane z mięsem itp. Kiedyś ojciec mojej Pani złapał takiego ,,flaka'' , opóźnił się wtedy Nasz wyjazd do Londynu. No właśnie, opóźnił.
-Dobra mądralo, masz czas na przemyślenia...nie będą ruszać bez koła.
Fuknęłam na niego bo siedział za cicho. On na to:
-Ty Nas w to wpakowałaś, to Ty Nas stąd wyciągniesz.
Mruknął tylko wielce obrażony. Ja na to zaczęłam się śmiać i z uśmiechem od ucha do ucha oznajmiłam:
-Wiesz...ja jednak nie mam chęci aktualnie się stąd wydostawać. Wolę poczekać ...aż gdzieś mnie zawiozą.
On walnął się w czoło łapą na co ja wybuchnęłam śmiechem. Nagle usłyszałam :
-Mamy samca i samice prawda? Dobrze sprawdzaliście, bo oni nie będą zadowoleni jeśli nie będzie parki.
Powiedział jakiś inteligentny i dość piskliwy głos, który raczej w pewnym stopniu dowodził tą banda debili.
-Raczej dwa samce nie spędzałyby razem czasu, samica ma zielone oczy i jest ikoną tygrysiego piękna szefie a tygrys jest dość silny więc nie było problemów z odróżnieniem.
Ten co tak niby Nas chwalił podszedł do klatki a ja ryknęłam głośno. Tłusty facet przewrócił się ze strachu i zgubił klucze. Nie mogłam przestać się śmiać ale też byłam zdenerwowana. Mówił na mnie ikona tygrysiego piękna, od takiego kogoś słyszeć takie coś to...zmaza na honorze. Ponieważ mogą przerobić nas na futra dla jakiejś Cruelli Demon lub dywany ozdobne. Byłoby to okropne...jednak nie miałam pojęcia co jeszcze mięli na myśli Ci chorzy ludzie dopóki nie usłyszałam:
-Miejmy nadzieje że się dogadają i rozmnożą się dość szybko.
Prawie straciłam śniadanie, obiad...i deser. Na szczęście spojrzałam na samca i przełknęłam to wszystko.
-Oni sobie robią jaja prawda, czy mają takie chore pomysły na serio?
Zapytałam z nadzieją w głosie iż nie jest to prawdą..

<Noah?>

wtorek, 27 września 2016

Od Xeny CD Weeda

Zacznijmy od tego że kiedy wspomniał o swojej siostrze to aż nad głową zapaliła mi się mała dość żaróweczka, z uśmiechem chciałam już coś powiedzieć jednak spoglądając na jego minę tylko otworzyłam paszczę i od razu ją zamknęłam. Tygrys wstał obojętnie i pobiegł gdzieś, nie czytam w myślach więc nie wiem gdzie dokładnie odbiegł . Jednak jak to ja nie chciałam tak łatwo poddać się w taj sprawie i wzięłam to w moje łapy. Mam stanowisko szpiega więc z łatwością śledziłam samca w dość dużej odległości, czasami złamałam gałąź dla niepoznaki jakby tylko sobie za nim podążała. Jednak ja czekałam na coś więcej, gdzie się zatrzyma i co zrobi. W końcu nie jest w stadzie a łazi sobie po Naszych terenach, to mnie z lekka zdenerwowało. Wiedziałam że czuje moją obecność, jednak olewał mnie i moje pokazy szpiegowskie. Co prawda tego faceta trudno byłoby zgubić, więc nie zgubiłam go. Kiedy nadszedł wieczór samiec był dość zmęczony i położył się pod bardzo rozłożystym i sporym drzewem, już kilka jego liści spoczywało na przesadnie zielonej trawie. Ja natomiast weszłam sprytnie na jedno z drzew położone blisko i obserwowałam go bacznie. Kiedy tygrys zaczął się rozglądać nie dostrzegł mnie , za to kocham te brzozy. Kiedy samiec zasnął z uśmieszkiem zaczęłam złazić z drzewa , kierując się na to rozłożyste pod którym spał samiec. Cichutko przekradłam się i zwinnie skoczyłam na nie, było bardzo wygodne jak na drzewo. Nagle jednak usłyszałam:
~Xena~
Była to moja wierna smoczyca, Star...spoglądając w niebo dostrzegłam ją dopiero po jakimś czasie.
~Cicho , bo go obudzisz.~
Nie ma to jak ,,telepatia'' ze swoim towarzyszem . Tak moja smoczyca potrafi czytać w myślach, przekazując swoje mnie. Mniejsza o to, powoli i uważnie ześliznęłam się z drzewa i pobiegłam w krzaki. Wtedy Star cicho wylądowała z przekazem:
~Armor Cię potrzebuje, prosi byście natychmiast spotkali się nad wodospadem.~
Kiwając głową zaczęłam biec w stronę wodospadu. Tam zauważyłam dziwną postać...Był to chyba Diuk, brat przyjaciela King'a. Co może dziwić Diuk był psem rasowym, dokładniej chyba Dalmatyńczykiem. Kto powiedział że każdy przyjaciel tygrysa musi być tygrysem, albo każdy przyjaciel Armor King'a to tygrys. Ma ich wielu bo szwendał się wszędzie i chyba nadal to robi. Będąc blisko usłyszałam:
-No Xena, nareszcie.
Przekręciłam oczyma podbiegając do brata. Diuk uśmiechnął się na mój widok i jakby się ukłonił mówiąc dość dumnie:
-Cześć.
Ja natomiast zaśmiałam się cichutko zakrywając pysk łapą i odpowiedziałam:
-No cześć.
Dopiero teraz dowiedziałam się o co chodzi, Armor King chce iść na małe zakupy z kolegą. Tak to może dziwić ale miałam złożyć małe zamówienie. Nie ma to jak wypad na wieś lub na miasto, nie martwcie się mój brat nie pokazuje się ludziom...Armor planuje Diuk wykonuje...a co do polowań działają razem albo robi to King. Będą w kilku sklepach, mięsny na pierwszym miejscu, zoologiczny bo Diuk nie może wytrzymać bez ciasteczek w kształcie kostek co może dziwić, bo jest z natury twardzielem. Jednak może być tak że mało go znam, pewnie wstąpią też po ryż i kaszę dla mnie. Złoże małe zamówienie z super marketu. Może wszystko im się uda. Poprosiłam o chrupki dla psów...dla Weeda, podłoże je mu rano. O kaszę i granaty- w sensie takie owoce które kocham. Do super marketu jeszcze zdążą bo nie jest aż tak późno. Jednak wrócą dopiero nad ranem...Podziękowałam i poprosiłam Armor King'a by na siebie uważał. Bo w końcu to nie jest wcale takie bezpieczne...raczej bardzo ryzykowne. Ale mój brat tak samo jak ja kocha ryzyko. Kiedy odbiegli, siedziałam chwilę w tym samym miejscu i nuciłam coś, jeszcze nie wzięło mnie na śpiewanie. Za jakiś czas wróciłam do Weeda i rozłożystego drzewa, wspinając się na nie zauważyłam parę wiewiórek w dziupli które słodko spały. Szybko dość udało mi się zasnąć...z nadzieją że wstanę pierwsza.
*Wczesnym rankiem*
Jak chciałam tak się stało, obudziłam się bardzo wcześniej, na liściach drzew była jeszcze rosa , więc trawa musiałaby być jeszcze całkiem mokra. Słońca jeszcze nie było widać jednak z lekka się przejaśniało. Spojrzałam pod drzewo wychylając się ...niestety tam samca nie było. Warknęłam zła na siebie, ale wtedy usłyszałam jakby mruczenie , no tak spał z drugiej strony drzewa. Jak mogłam się pomylić?
Zeszłam po jednej z gałęzi a później zeskoczyłam jak to przystało na damę z gracją. Poczułam wilgoć pod łapkami, jednak nie stojąc dużej w miejscu pobiegłam do jaskini Armor King'a. Brata nie było, ani prowiantu, nie mówiąc już o Diuku. Z resztą oni spotykają się zawsze na granicy stada, nie chcą robić problemów i siać paniki. Poczekałam na nich chwilę w jaskini no i na szczęście przybyli, a raczej przybył mój brat. Od razu przywitał się ze mną z uśmiechem , podał moje zamówienie . Przyniósł sporawą paczkę psich chrupek o smaku drobiu , wołowiny, wątróbki i jagnięciny. Muszę przyznać że nawet zapach był do zniesienia. Postanowiłam że kaszę i granaty zostawię na razie u King'a . Jednak przed tym podiadłam winogron który przyniósł, tak w ramach śniadania dość wczesnego. On zachwycał się kabanosami i wędzonym kośćmi . Nie wspominając o zapasach mięsa za kamieniem. Aż mi się niedobrze robi na widok tego wszystkiego, dziękując pożegnałam brata i z paczkami chrupek udałam się do Weeda. Tygrys na szczęście nadal spał , niedaleko niego położyłam sporawy liść a na nim cztery paczki chrupek. Z uśmiechem i podskokiem westchnęłam wchodząc na drzewo, tym razem troszkę niżej. Czekając aż samiec się obudzi co chwilę zerkałam w duł. Byłam bardzo ciekawa jego reakcji ...

<Weed? Jak Ci smakują psie chrupki?>

niedziela, 25 września 2016

Od Xeny - CD Weeda

Samiec jakby nie wiedział do końca gdzie się znajduje , czy on w ogóle pochodzi z tego samego stada co ja. Bo kiedy zadałam mu pytanie ,,skąd jesteś?'' bardzo się zamyślił i to wprawiło również mnie w intensywne myślenie. Jednak nie chciałam być wścibska i pytać o wszystko co popadnie ponieważ dość niedawno miał wypadek...i również niedawno się ocknął. Moje myślenie przerwał śmiech jakiejś tygrysicy dobiegający z zewnątrz, jednak samiec stał patrząc na tereny przed jaskinią.
Co mnie zdziwiło? Za jakiś czas zadałam pytanie(,,Nad czym rozmyślasz?''), na które odpowiedział mi pytaniem(A Ty?). Tak, właśnie to mnie zdziwiło , bo nie często ktoś odpowiada pytaniem na zadane mu pytanie. Ehh, jednak tak naprawdę to nie ma się co dziwić. Nie chciałam się zastanawiać długo nad odpowiedzią więc usiadłam mówiąc:
-Ehh, o wszystkim i o niczym. Zadaje sobie pytania na które nie znam odpowiedzi, pomógłbyś m z tym?
On kiwnął głową i usiadł naprzeciwko mnie. Przez chwile patrzeliśmy sobie w oczy, chodzi mi tutaj o to że w taki sposób lubię sprawdzać czy osoby z którymi zaczynam rozmawiać są szczere. On okazał się być właśnie...szczery.
-Wiesz gdzie się znajdujesz?
Kiedy zadałam pytanie on spuścił z lekka głowę i mruknął z niechęcią w głosie:
-Niestety nie.
Ja odparłam z uśmiechem:
-Spokojnie , nie denerwuj się ja wszystko Ci wyjaśnię . Znajdujesz się na pięknych terenach Stada Tygrysiego Pazura. Można powiedzieć że wpadliśmy na siebie dość niedawno z wielkim hukiem.
Na końcu z lekka zaśmiał się i ja również.
-Mało z tego pamiętam.
Jednak przyznał się i wstał , zaczął chodzić wokół mnie zastanawiając się. Wstałam i skoczyłam zwinnie przed niego mówiąc:
-Nie zadręczaj się teraz tak, jeśli masz coś sobie przypomnieć...samo kiedyś się przypomni. Trzeba czasu a teraz może zaprowadzić Cię do Alfy naszego stada? Ma na imię Anakasunamun i jest otwarta na nowych członków . Co Ty na to?
<Weed?>

piątek, 23 września 2016

Od Xeny - Quest #2 Nawiedzony Las

Dzisiejszy dzień zapowiadał się dość normalnie, nie jak ostatnio. Wstałam normalnie jak wszyscy i poszłam nazbierać parę owoców na później. Nie uwierzycie ale znalazłam nawet brzoskwinie i śliwki, które wprost uwielbiam. Zjadłam parę a resztę schowałam. Zmęczona z lekka po nocnym stróżowaniu, w końcu nie spałam całą noc, postanowiłam ułożyć się i poobserwować naturę. Znalazłam się w lesie gdzie położyłam się pod piękną i rozłożystą wierzbą która aż prosiła o zainteresowanie. Ze spokojem położyłam się pod drzewem i zaczęłam oglądać naturę. Nagle spostrzegłam wiewiórkę która chowa jedzenie do dziupli , była bardzo dokładna można powiedzieć na nią wiewiórka perfekcjonistka co może dziwnie brzmieć. Obok niej stały dwa maluchy które patrzyły się w moją stronę, zaśmiałam się i niechcący spłoszyłam małą gromadkę. Następnie zauważyłam dzięcioła który w tym samym drzewie robił pojedyńcze dziurki, stukał tak głośno że Armor pewnie słyszy to ze swojej jaskini która wbrew pozorom leży gdzieś niedaleko. Niedaleko moich łap znajdowało się skupisko mrówek, dopiero po chwili spostrzegłam mrowisko. Każda z istotek miała ze sobą coś na kształt jedzenia, wiem że te zwierzęta są bardzo pracowite i potrafią dużo unosić za co je bardzo cenie. Jednak nie każdy wie że życie mrówek jest harówką, jest dość ciężkie i pełne niebezpieczeństw, na szczęście jest ich bardzo dużo. Czasami mam wrażenie że za dużo bo nieraz widuje pojedyńcze sztuki w mojej jaskini. Po tej całej obserwacji zaczęły opadać mi powieki, dałam się ponieść i słyszałam tylko szum liści wierzby. To nie był taki zwykły szum, dla mnie było to jak muzyka. Aż nabrałam chęci do śpiewania, jednak wysiliłam się tylko na mruczenie do rytmu. Nie powiem z tego całego szumu wychodziły nawet niezłe podkłady do słów. Ale mniejsza o to, nie chcąc się rozleniwiać uznałam iż powinnam się gdzieś przejść i po patrolować tereny. W końcu jestem szpiegiem i patrolowanie terenu też należy do mojej roboty. Wstałam i ziewnęłam zakrywając łapą pysk po czym ruszyłam spokojnie tam gdzie łapy poniosą. Szłam tak już kilka minut i nie wykryłam niczego dziwnego, jednak nagle słyszę:
-Uciekać, stado antylop!
Odwracam się na pięcie i patrzę nieznanego mi samca który biegnie w moją stronę i wrzeszczy, wiecie co i gdybym nie usłyszała w porę stukotu kopyt antylop pomyślałabym że jest dobrym kawalarzem. Stojąc jak słup soli przyłożyłam łeb do ziemi i czułam bardzo wyraźne wibracje a po chwili poczułam zapach antylop. Wydawałoby się że przed czymś albo kimś uciekają, no i pewnie miałam racje tylko przed kim?
-Na co czekasz, biegnij!
Słyszę, co prawda wyprzedził mnie parę sekund temu ale stanął i darł się niemiłosiernie głośno. Zrozumiałam że chciał mojego dobra, tylko czemu biegniemy do przodu zamiast na boki. Znaczy czemu on to robi? Dobra, koniec myślenia, nie chcę skończyć swego żywota jako naleśnik. Wzięłam tyłek w troki i wystrzeliłam jak rakieta za samcem. Wyprzedziłam go a po chwili wyrównałam bieg. Musiałam jednak się odwrócić by zobaczyć jak daleko są antylopy, jednak nagle przestałam czuć cokolwiek pod łapami. Nie zdążyłam spojrzeć w duł bo leżałam już na ziemi, spadliśmy z jakiejś średniej góry. Zwykle mi się to nie zdarza, ale urwał mi się film....A kiedy wstałam kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Zdziwiłam się że akurat tutaj wylądowaliśmy, właśnie gdzie ten drugi?! Wokół mnie były same drzewa, jednak niektóre były z lekka szare. Wstałam bez wahania rozglądając się , dopiero teraz zrozumiałam że nie powinnam tutaj być, był to bowiem Las Potępionych. Trochę dalej ode mnie właśnie obudził się nieznajomy mi jeszcze członek stada. Na początku z lekka czułam się nie na siłach, dopadł mnie lekki strach bo nie miałam w planach wejść do tego miejsca. Choć raz myślałam nad tym, jednak teraz wylądowałam tutaj przypadkiem nieprzygotowana na taką przygodę i jeszcze z jakimś facetem. Pomyśleć że ten dzień zapowiadał się zupełnie normalnie, a strach się bać jak się skończy.
-Żyjesz?
Zapytałam tygrysa widząc że też się rozgląda. Kiwnął głową i zadrżał bo kapnął się gdzie się znajdujemy. Nagle zza drzew dochodzi jakiś głos:
-Witajcie.
Wymieniliśmy ze sobą spojrzenia i razem spojrzeliśmy w tamtą stronę. Aż zadrżałam ponieważ powiało chłodem. Po chwili zza drzew wyłonił się kawałek jakiejś postaci , miał na sobie kaptur więc coś ukrywał. Od razu ja i ten drugi (hehehe, tak ten drugi) kapnęliśmy się że lepiej mu nie ufać. Podszedł bliżej po czym zapytał wysuwając łapę:
-Jesteście głodni?
Po pierwsze to co wysunął było mięsem więc od razu spojrzałam do tyłu, a po drugie miał czarną sierść i baaardzo długie niezadbane pazurska.
-Nie dziękuję, niedawno jadłam i ja nie toleruje mięsa.
Mój towarzysz zbliżył się do mnie kiedy właśnie po moich słowach podejrzany nieznajomy pokazał się w całości odsłaniając kaptur. Pierwsze co ujrzałam to była sporawa blizna w okolicach pyska , z dodatku z jego paszczy wystają dziwne ostre kły. Nie da się jednak ukryć że jest umięśniony , wystarczyło tylko jedno mignięcie ze strony mojego towarzysza z którym nie miałam czasu się jeszcze zapoznać. Na pierwszy rzut oka było czuć od niego wielką powagę i odwagę. Jednak obawiałam się jakie jeszcze cechy posiada, w końcu normalne zwierzęta nie przesiadują w Lesie Potępionych , przynajmniej tak mi się zdaje. No i nie noszą kaptura ...
-Chodźcie za mną.
Powiedział tajemniczy tygrys , ni to pytaniem ni rozkazem. Wzięłam towarzysza na słówko:
-Dobra, wiem że mało się znamy ale jesteśmy razem więc lepiej się tego trzymajmy. Jestem Xena i pochodzę z tego samego stada co Ty. Pomyślałam że przed śmiercią warto się poznać .
Ostatnie zdanie powiedziałam dość żartobliwie. A on na to:
-Sikturen, warto wiedzieć że w takiej sytułacij nadal masz poczucie humoru . Mam dość mieszane uczucia co do tego gościa. A Ty?
Zapytał w nadzieją w głosie że wyjdziemy z lasu za pięć sekund i wszystko będzie dobrze.
-Ja jestem ciekawa gdzie Nas zaprowadzi a co to uczuć, też mam mieszane. Podpytajmy się go o tą drogę...
Wyszeptałam i zwróciłam się do Pana Kaptura :
-Czy jest to daleko? Czy możemy Ci zaufać?
Zmierzyłam go spojrzeniem. On parsknął i powiedział:
-Jest to Las Potępionych tutaj zaufanie to blef więc rób co uważasz za słuszne ...co chciej.
Tak, mnie i Sitkurena zdziwiła ta odpowiedz. Więc zapodałam coś co kiedyś moja Pani :
-Wie Pan....ja i kolega zapomnieliśmy wyłączyć żelazka i musimy uciekać.
Cofnęłam się o kilka kroków.
-Rozumiem Twój pośpiech, lecz zawitaj tu hej...bo będziesz czegoś szukać, twej pasji złej.
To też nie zrozumiałam jednak wiedział co mówi ponieważ moją złą pasją była ciekawość. Spojrzałam się na Sitkurena i zaczęliśmy biec ja jednak obróciłam się i krzyknęłam:
-Do zobaczenia.
Wiedząc że kiedyś tutaj wrócę , tylko że sama i przygotowana na spotkanie z Nim. On założył z powrotem kaptur i odszedł. Byłam troszkę zniesmaczona bo z miłą chęcią poszłabym za nim, jednak Sitkuren miał racje...miałam do niego mieszane uczucia. Kiedy już wyszliśmy z tego lasu, co nie było łatwe rzuciliśmy się razem na trawę i zaczęliśmy się śmiać i krzyczeć. Po odreagowaniu sytułacji poszliśmy na krótki spacer a następnie rozeszliśmy się. Ja pobiegłam Nad wodospad by się orzeźwić a on na polowanie.

czwartek, 22 września 2016

Od Xeny - Quest #1 Duch

Dziś wstałam bardzo wcześniej ponieważ wczoraj mało zjadłam mój brzuch zaczął wydawać znajome prawie każdemu odgłosy. Niestety, jestem wegetarianką i żeby się najeść potrzebuje czegoś więcej niż dwa jabłka i winogron. Z lekka zaczęłam się wkurzać swoją osobą, mój żołądek nie trawi mięsa, a może to jednak przesąd. Byłam już tak głodna że poszłam na polowanie , bez wahania zaczaiłam się w krzakach (co z tego że jestem wegetarianką, wiem jak się poluje) i czekałam na swoją ofiarę wiedząc że będzie cierpieć. Na chwile zamknęłam oczy myśląc o swoim życiu, czy dobrze robię chcąc zapolować na jakieś zwierze. Nie mam serca by to zrobić, a by zabić w wojnie...mam serce? Więc i upoluje to coś. Nagle moim oczom ukazał się bardzo piękny , miał brązowe futerko z kilkoma białymi łatkami. Skubał sobie trawkę jak gdyby nigdy nic. Nie czekając dłużej uroniłam łzę i wtopiłam kły w zwierze które tylko wydało z siebie okropny pisk i padło martwe. Zaczęłam jeść...chciałam zrobić to ze smakiem jak gdyby nigdy nic. Jednak udając że mi to wychodzi co chwile pozostawała mi gula w gardle...przynajmniej się najadłam. Wiem czego się dopuściłam i nie mam zamiaru tego ponawiać, za bardzo mnie to bolało. Chciałam z kimś o tym porozmawiać jednak wszyscy jeszcze spali ponieważ słońce jeszcze nie wzeszło. Zrobiło mi się niedobrze i bolał mnie brzuch, za kilka minut się uspokoił i musiałam się przejść. Patrząc na pierwsze promienie słoneczne które widać było na szczycie Mount Everest. Zachwycałam się pięknem natury jednak po chwili mój wzrok powędrował niżej. Zmrużyłam oczy dostrzegając rysy pewnej postaci, jednak pewności nigdy nie za wiele, ponieważ tego poranka było dość mgliście. Przez chwilę przez moją głowę przeszły dziwne myśli, że mam jakieś halucyny po zjedzeniu mięsa z królika. I tak też mogło być, wystraszona prawie zwróciłam śniadanie wiedząc że już nie zjem tego nigdy więcej. Jednak zżera mnie ciekawość , może nie mam racie, może ktoś tutaj jest i czyha na nasze stado. Jestem szpiegiem, stanowisko również mnie do tego zobowiązuje więc czas się tam wybrać i sprawdzić kto to. Wiedząc że droga jest długa mruknęłam i zaczęłam spokojnie iść, następnie przyśpieszyłam a po jakimś czasie zaczęłam z lekka dyszeć ze zmęczenia. Na szczęście byłam już na miejscu. Zaczęłam się bacznie rozglądać co chwilę warcząc, ponieważ wyczułam już jakiś dziwny zapach , wiedziałam że tutaj jest. Ryknęłam uśmiechając się by nie czuć strachu który podniósł już mój poziom adrenaliny , to zjedzenie królika źle na mnie działa. Czuje się jak po tym proszku który był w dziwnej folióweczce, ktoś mi o nim opowiadał żeby tego nie ruszać. A może ten królik go zjadł, chyba że jest to sama rzeczywistość a ja się okłamuje. Ten zapach stawał się coraz silniejszy, a ja zobaczyłam ruch w krzakach. Jednak kiedy się odwróciłam zobaczyłam coś czego nigdy bym się nie spodziewała. Za mną stał ogromny milusi zajączek, spojrzałam na niego i odetchnęłam mówiąc:
-Ale mnie nastraszyłeś maluchu.
On tylko spojrzał za mnie, dziwnie sparaliżowany stał jak słup soli. Pogłaskałam go a on co chwile się cofał. Ja jednak się nie przybliżałam. Po chwili jednak zrozumiałam o co chodziło , ponieważ poczułam oddech który był dość chłodny na moim karku. Walnęłam się łapą w czoło i wyszeptałam:
-Osz cholerka.
Tym razem odwracałam się powoli z uśmiechem od ucha do ucha, moje białe zęby raczej były dość widoczne. Inteligentna ja zamknęłam oczy kiedy stałam przed tym czymś , było mojego wzrostu lub większe ode mnie. Nie patrząc podniosłam do góry łapę i zaczęłam obmacywać to coś, ale trafiłam w złe miejsce.
-Auć!
Warknął ktoś. Po czym ze śmiechem mruknął dziwnie zachęcająco:
-Nie bądź taka szybka, mamy cały dzień.
Ten głos nie był mi wcale znajomy, był donośny i trzeba się przyznać bardzo męski. Z uśmiechem i ulgą otworzyłam oczy. Jednak był to zły ruch. Jak mały kociak poskoczyłam do góry pusząc się nadmiernie jak na widok typowego psa. Ja jedna zobaczyłam kogoś swojej rasy, jednak nie był to normalny tygrys. Biła od niego dziwna aura, jego zapach był raz silny raz prawie znikał. A jego postać przybierała postać tygrysa...tylko już nieżywego. Teraz to do mnie dotarło, był to duch, duch z Mont Everest. No tak, jak mogłam o tym zapomnieć. ale czyżby wybiło właśnie sto lat od jego pojawienia się?! Wooo, ale sobie dzień wybrałam i sytuację. Stałam tak napuszona przed jego obliczem. On tylko uśmiechał się chytrze i zaczął krążyć wokół mnie.
-Jak na tygrysicę wyrosłaś sporawa.
Musnął mnie ogonem, ja bojąc się co przez to chce powiedzieć stałam nieruchomo jak ten zając. Może przygląda się mi czy nadaje się na jedzenie, chwila....może naprawdę ten typ chce mnie zjeść. W końcu nie jadł już przez 100 lat! Chwila...są jeszcze inne potrzeby które samce lubią zaspakajać pewnie po tylu latach. Na tę myśl już po raz drugi prawie straciłam śniadanie, dobra przyznam się pobiegłam w krzaki i naprawdę je straciłam. Z ulgą odetchnęłam jednak kiedy wyszłam z krzaków stykałam się pyskiem z duchem . Przeskoczyłam go zwinnie i zapytałam:
-Czego Ty ode mnie chcesz?!
On usiadł jak gdyby nigdy nic i mruknął:
-Hmmm, to Ty tutaj przyszłaś. Więc czego Ty chcesz?
Oblizał się i podszedł do mnie. Ja postanowiłam być szczera i ze spokojem zewnętrznym (bo wewnętrznie cała się trzęsłam) usiadłam naprzeciwko samca. On wpatrywał się we mnie dość dziko, ja wyszczerzyłam kły posyłając cwaniacki uśmieszek.
-Nigdy jak ,,żyje'' nie widziałem takich pięknych zielonych oczy, pewnie pięknie wyglądasz w nocy.
Nie wiedziałam czy mam się bać czy nie.
-Yhh, dzięki.
Mój głos się troszkę trząsł. Pewnie już to wychwycił i wykorzysta to przeciwko mnie.
-Mogę Ci zadać parę pytań?
Wstał i się oblizał patrząc na mój ruszający się ogonek. Kiwnęłam głową i schowałam uśmiech.
-Więc zacznijmy od tego jak masz na imię? Czy masz partnera? Czy należysz to tamtego stada na dole? I czy przypadkiem nie chciałabyś mieć młodych?
To ostatnie pytanie mnie wystraszyło więc wstałam nie ukazując żadnych uczuć.
-Jesteś ciekawski jak ja. Mam na imię Xena, nie...nie mam partnera i nie mam zamiaru tak szybko go mieć. Tak należę tam i kocham to stado. Co do młodych jeśli nie mam partnera to jakim cudem mogłabym mieć młode?
Duch szepnął :
-Wyśmienicie, dziewica.
Po czym rzucił się na mnie, jednak ja szybko uniknęłam tego kładąc się i turlając. Nie podobało mi się to, samiec cmoknął i mruknął.
-Piękna i do tego inteligentna, na lepszą nie mogłem trafić. A teraz uspokój się i daj się ponieść emocjom.
Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Nagle w powietrzu zobaczyłam znajomą mi postać, była to moja smoczyca Star. Już chciała mnie złapać jednak , ryknęłam by poczekała. Znalazła się pod górą, miałam już plan.
-Dobrze dam się ponieść.
Mruknęłam do niego, zwodząc jego męskość. Z uśmiechem położyłam się na plecach blisko krawędzi. On podbiegł i z uśmiechem myśląc że dam mu się...zgwałcić mruknął. Jednak ja krzyknęłam:
-Przykro mi ale poczekasz sobie jeszcze 100 lat. Bye.
Po czym sturlałam się z Mount Everest. A raczej z jednego klifu, złapała mnie moja smoczyca i postawiła na ziemi. Ta przygoda zostanie w mojej głowie dość długo. A teraz muszę się przespać...Dobranoc.

czwartek, 8 września 2016

Od Xeny CD Nosferatu

Dzień jak każdy miał swoje dobre i złe strony. Te dobre to takie iż zjadłam przyzwoite śniadanie z gruszek, po przechadzałam się z Feratu po terenach i wykąpałam się w rzece . Mam chęć kiedyś przepłynąć na drugi brzeg. Co do złych stron tego dnia można by zaliczyć iż szydziłam z lekka z samca który walnął się o gałąź a później (co gorsza) nie wiedziałam co zrobić kiedy Nosferatu padł na ziemię oddychając szybko . Właśnie, może wróćmy do tamtego momentu...Staliśmy wtedy razem pod Mount Everest gdzie pierwszy raz spotkałam tygrysa. Wspominaliśmy o tamtym dniu jakby to było wczoraj, właśnie wtedy samiec powiedział coś...czego bym się po nim nie spodziewała. Mianowicie: ,,Jasne, że tak. Wtedy nie wiedziałem co zrobić ze swoim życiem.'' Tak była to odpowiedz...jednak bardzo mnie zdziwiła. Więc, kiedy spoglądałam z uśmiechem na pysku patrząc na wierzchołek Mount Everest który był bardzo mało widoczny zaczęłam wspominać właśnie ten dzień w którym tutaj dołączyłam. Może za bardzo się rozmyśliłam, bo nie zwróciłam uwagi na mojego towarzysza który kiedy się obróciłam leżał na ziemi oddychając szybko a jednak ciężko, miał zamknięte oczy jednak nie wiedziałam czy zemdlał, czy zasłabł czy cokolwiek. Nie byłam zorientowana w sytuacji. Połowa mojej duszy krzyczała bym zaczęła panikować jednak było to sprzeczne z moja naturą i ogółem moimi cechami. Nie zostawia się przyjaciół w potrzebie , nie wtedy kiedy są w trudnej sytuacji. Nie miałabym serca teraz odwrócić się i odejść bez powodu jak gdyby nigdy nic. Ktoś bardzo chamski byłby w stanie popełnić taki błąd życiowy, taką pomyłkę którą zapamięta się do końca życia. Tak, rzeczywiście przez moją głowę przelatywało bardzo dużo myśli, większość z nich były to pytania lub wykrzyknienia. Przez kilka sekund zdołałam wyciszyć umysł do takiego stopnia iż została kompletna pustka. To tak jakby zresetować system w pewnym tragicznym jego stanie a później rozkazać mu by go zlikwidował? Dziwne prawda, ale możliwe. Podeszłam do niego i tyknęłam go nosem tak obojętnie a jednak moje oczy błagały by wstał i uśmiechnął się mówiąc: ,,Nabrałem Cię. To tylko żart!'' , niestety tak się nie stało. Nie znałam się na chorobach itp...nie wiedziałam co mu dolega. Jednak może to uderzenie gałęzią w głowę tak na niego wpłynęło, a ja głupia tak się z niego śmiałam. Chwileczkę, może przesadzam?! Zobaczyłam że zaczął oddychać w normalnym tempie, uspokoiłam się troszkę i krzyknęłam do niego:
-Wstawaj, nie wygłupiaj się Feratu!
Myślałam że mój głos dojdzie do jego ,,karty dźwiękowej'' (a ja znowu o komputerach). Już miała polecieć mi pierwsza łza kiedy zamknęłam oczy słysząc jak samiec mówi coś pod nosem. Coś go bolało, może frustrowało? Ale co ja tam mogę wiedzieć...jestem nikim. Ehhh, to pewnie moja wina, kurde jak tak będę śpieszyła mu na pomoc to raczej nie wyjdzie z tego żywy. Z dala na Mount Everest zobaczyłam jakąś sylwetkę i zwołałam o pomoc mając nadzieję że to jakiś samiec. Ucieszyłam się niezmiernie kiedy z pośpiechem zbiegł do Nas mój brat, Armor King. Paroma słowami opisałam co jest grane, on miał biec do stada powiadomić odpowiednie służby i przysłać pomoc. Moim zadaniem było czuwać przy tygrysie i próbować go ,,obudzić'' lub patrzeć czy jego stan się nie pogarsza. Nie wiedziałam niestety co było przyczyną tego wypadku...osłabnięcia. Tygrys leżał , nie wyglądał zbyt żywo oddychając tylko co kilka sekund. Kiedy tak na niego patrzyłam jego ogon się poruszył, może się obudzi? Miejmy taką nadzieję. Może to i dziwne , jednak czułam jak toczy teraz ze sobą walkę , a choć pewnie było to tylko przeczucie po chwili zniknęło. Usiadłam koło jego pyska , dotknęłam go nosem i poczułam chłód jego sierści, więc położyłam się blisko niego ogrzewając go. Tak jak zwykle nie była pewna swego posunięcia, jednak czego się nie zrobi dla przyjaciela. Ach, a dlaczego nazywam go przyjacielem...bo tak mi się zdaje że nim jest tylko jeszcze o tym nie wie. Nie powstrzymałam smutku i strachu, jedna z łez wylądowała na policzku samca, bez wahania ją zlizałam , jednak następna wpadła do pyszczka. Otarłam łzy i poczułam jak samiec porusza łapami...ogonem a jego oczy się otwierają bardzo powoli, w tej samej chwili przybiegł Armor King, Alfa i paru innych członków. Wstałam nie dając po sobie poznać że uroniłam parę łez....teraz liczyło się tylko to co stanie się z Nosferatu. Kiedy wszyscy do Nas dobiegli, zabrali go do jaskini a mi kazali zostań, miałam porozmawiać o tym z Alfą. Ja jednak wędrowałam wzrokiem tam gdzie nieśli tygrysa, chcąc za nimi iść. Alfa jednak nie pozwoliła mi , warknęłam z lekka jednak ona mruknęła:
-Uspokój się, rozumiem że on wiele dla Ciebie znaczy ale jeśli chcesz dla Niego dobrze to opowiedz mi o tym zdarzeniu.
Ja natomiast położyłam uszy po sobie nadal błądząc wzrokiem tam gdzie nie było trzeba. Ona zorientowała się że teraz nie zbyt mnie to interesuje. Ana szybko zareagowała zastawiając mi widoczność.
-Xena.
Dobiegło z jej pyska krótkie a jednak stanowcze. Poczułam dziwny zapach, zza pleców Alfy wyłonił się niedźwiedź. Wiedziałam że muszę szybko coś zrobić, bo ona nie zdąży się tak szybko obrócić. Ale czemu ten misiek Nas atakuje?! Nie widziałam tutaj jeszcze tego zwierza, skoczyłam na niego raniąc w oko. Po czym krzyknęłam szybko i może nawet niezrozumiale do przywódcy:
-Porozmawiamy później, obiecuje że opowiem tyle co zapamiętam...a teraz uciekaj albo mi pomóż!
Jej wzrok był chaotyczny, widocznie była zaskoczona tą zmianą akcji, z resztą ja również. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk, niedaleko z niedużej jaskini w Mount Everest wyszły dwa młode niedźwiadki. Więc to musi być ich matka, broni młodych! Szybkim ruchem zdezorientowała mnie, a ja byłam zmuszona się puścić na całe szczęście o nic nie walnęłam. Nagle Anaksu ruszyła na niedźwiedzicę. Nie wiedziałam jak dać jej jednak do zrozumienia by przestała atakować, kiedy spoglądała na młode misie poczułam jak uderzam w drzewo. Mianowicie misiek rzucił Alfą prosto we mnie. Ale ma cela, dla mnie to jednak niezbyt dobrze. Ważne że Alfa jest cała, podniosła się bez problemów spoglądając na mnie. Ja wstałam obolała powoli i dotknęłam głowy łapą.
-Boli Cie głowa, prawda? Może uciekaj, ja dam radę.
Wyszeptała pod nosem wiedząc że nie mamy czasu na rozmowę.
-Nie, nie czuje łapy, chwileczkę...ale skąd mogę wiedzieć czy nie boli mnie głowa kiedy dotykam ją łapą!
Naprawdę nie czułam łapy i kręciło mi się w głowie. Mimo to stanęłam przed Alfą, ona odepchnęła mnie lekko ja jednak nie zagrodziłam jej drogę do Niedźwiedzicy. Po czym powiedziałam stanowczo:
-Nie możemy jej atakować, zrozumiałam to dość niedawno.
Ona odpowiedziała mi jednak z lekką pogardą:
-Niby czemu, jak my ją nie zaatakujemy, to ona Nas . Dlaczego ją bronisz!
Warknęła przy końcu, ja odrzekłam natomiast ze spokojem:
-Spojrzy troszkę w prawo od Mount Everest, widzisz małe misie i jaskinie. To chyba jej młode i ona próbuje ich bronić. Ma Nas za intruzów. Może lepiej stąd odejdźmy.
Alfa zrozumiała mój przekaz , kiwnęła głową i podbiegłyśmy kawałek dalej, wszystko jej wytłumaczyłam w sprawie Nosferatu. Ona wysłuchała mnie do końca, pozwoliła mi iść do jaskini medycznej a sama udała się gdzieś z jakimś samcem. Nie wiem czemu, ale biegłam do tej jaskini ile sił w łapach. Z lekka zdyszana dobiegłam tam kiedy podawali mu jakieś zioło. Weszłam cichutko do jaskini z położonymi uszami i spuszczoną głową. Miałam nadzieje że zobaczę go w dobrym stanie...

<Nosferatu??>

czwartek, 18 sierpnia 2016

Od Xeny CD Nosferatu

Nie powiem, miło ze strony Feratu że zgodził się mnie oprowadził. Wczorajszy dzień minął szybko i był to jeden z moich najspokojniejszych dni. Jednak w nocy nie mogłam spać, burczało mi w brzuchu jak nie wiem co. W końcu wczoraj nic nie zjadłam, byłam zbyt zajęta nowym stadem i takie tam. Pewnie było już po północy, nie mogłam zasnąć. Wyszłam z mojej jaskini i musiałam się przejść. Nie znalazłam nic zdatnego do jedzenia prócz pętających się zwierzątek. Jednak nie miałam chęci ani potrzeby ich zabijać. Znalazłam mały strumyk i napiłam się do syta by nie czuć głodu. Rankiem wstanę i poszukam jakiś owoc, lub warzywo. Może rosną tutaj gruszki? Miejmy nadzieje że znajdzie się coś dla mnie. Kiedy wróciłam do jaskini moje powieki zrobiły się ciężkie i znów zasnęłam, ale tym razem nie męczył mnie głód.

*Późnym rankiem.*

Wstałam dość późno , choć i tak się nie wyspałam. Tułałam się po terenach stada jak cień, byłam głodna, niewyspana i jakoś taka wyczerpana. Jedynie co mogłam zrobić to wskoczyć do wody, po kąpieli od razu poczułam się lepiej. Kiedy wyschłam chciałam ruszyć na poszukiwanie pożywienia, jednak spotkałam Feratu.
-Witaj, wyspałeś się ?
Zaśmiałam się cichutko, na tyle było mnie stać.
-Ja tak, ale z tego co widzę Ty nie bardzo.
Samiec miał rację, aż tak było po mnie to widać?! Nie wiedziałam co zrobić w tej sytuacji, powiedzieć prawdę czy nie martwić go nie potrzebnie. Wiecie co takie wybory zawsze są trudne i niezbyt przyjemne. Przecież nie mogę przed wszystkimi ukrywać że jestem głodna aż do mojej śmierci głodowej. Prędzej czy później i tak się dowiedzą. Miałam już coś powiedzieć, kiedy mój żołądek postanowił iż to on przejmie dowodzenie i zaburczał tak głośno jak nie jeden ryk tygrysa. Zgrywałam głupią i uśmiechnęłam się pokazując białe ząbki Nosferatu. Ten pokręcił głową i zapytał:
-Jadłaś coś dzisiaj?
Może to było podstępne pytanie a może i troskliwe, nie wiem dokładnie. Moje uszy momentalnie oklapły, ogon przestał się ruszać a ja z lekka zwiesiłam głowę szukając jakiegokolwiek rozwiązania.
Jednak zacisnęłam zęby i powiedziałam:
-Nie.
Samiec usiadł obok mnie i spojrzał na mnie, zastanowił się i powiedział:
-To czemu nie zapolowałaś? Jest tyle zwierzyny na Naszych terenach. Nie możesz niczego złapać? Jak chcesz to mogę Ci pomóc czy coś...
Podrapał się za uchem i wrócił myślami do mnie. Westchnęłam kładąc się:
-To i tak nic nie da.
Nosferatu, wstał i gdzieś na chwilę odbiegł. Nie było go parę minut, a kiedy wrócił w pysku trzymał małego króliczka. Był na wpół żywy, może chciał bym ja go wykończyła? Ale ja?! Nie mogę dopuścić się takiego czynu. Potrafię polować ale takiego słodziaka nie będę zabijać bez powodu. W końcu i tak bym go nie zjadła.
-Proszę, to dla Ciebie.
Wyszeptał dziwnie. Słodkie z jego strony , ale muszę mu to jakoś wytłumaczyć. Przełknęłam głośno ślinę a kiedy samiec dał mi zająca ja pozwoliłam mu uciec. Tygrys wytrzeszczył oczy a ja powiedziałam:
-Przepraszam Feratu, ale nie mogłam tego przyjąć.
Samiec napuszył się z lekka mówiąc:
-Ale dlaczego, po co go wypuściłaś. Nie rozumiem...o co Ci chodzi.
Już miał odejść, kiedy wstałam i zagrodziłam mu drogę. Zaczęłam chodzić wokół niego i zastawiać się czy powiedzieć prosto z mostu czy rozłożyć to na części. Dobra, walimy prosto z mostu:
-Chodzi o to że ja...eh...nie śmiej się ze mnie proszę ale...ja jestem wegetarianką . Nie trawię mięsa, wiem...co to za tygrys który nie je mięsa. Porażka. A na tych ternach trudno mi znaleźć jakiś owoc , czy coś w tym stylu.
Westchnęłam na koniec.

<Feratu??>

środa, 17 sierpnia 2016

Od Xeny - Wpadkowe spotkanie

Minęło tyle dni a ja nadal nie wiem gdzie jest mój brat. Mam nadzieję że po drodze nic złego go nie spotkało. A może za bardzo się o niego martwię, to pewnie dlatego że zwykle byliśmy razem. Nie chciałam go zgubić ani nic z tych rzeczy. Choć, może to i dobrze że od siebie odpoczniemy, w końcu nie możemy przez całe życie łazić za swoimi ogonami. To byłoby dziecinne i prostackie...za dużo to nie zdrowo. Lecz przyznać muszę z bólem że za nim tęsknie, za tym jego markotaniem, żartami a nawet opiekuńczością wobec mnie. Niestety czasem przesadza myśląc że nadal jestem małą tygrysicą która chodzi za ogonkiem starszego brata. Jednak doceniam jego troski o mnie, ponieważ nie wiadomo w jakie tarapaty wpadnę następnym razem...kiedyś to się działo. Szłam tak wspominając dawne czasy, ze spuszczoną głową ale jednak z uśmiechem na pysku. Jestem ciekawa jak King znajdzie drogę do tego stada...niech wraca szybko bo mam dosyć zmartwień. Wpatrywałam się w ziemię nie wiedząc do kąt idę, nie do końca znałam tereny stada w którym jestem zaledwie parę dni. Usłyszałam dziwny dźwięk, ktoś biegł rozpędzony w moją stronę, lecz zanim podniosłam głowę już leżeliśmy razem w kurzu . Ja wstałam dość dynamicznie spoglądając na wariata ściekowego. No to, przed czym uciekał, biegł bez celu? Otrzepałam się , bo leżenie w piasku po uszy to nic fajnego. Mruknęłam cichutko bo zaczęła boleć mnie łapa. Oj, nie dobrze. Samiec wstał, był również troszkę obolały.
-Przepraszam...
Wyszeptał i upadł, nie wiedziałam co się stało. Na jednej z łap miał krwawiącą ranę. Mnie pobolewała łapa, nie jest to chyba nic poważnego. Może i dobrze że na mnie wpadł...może ktoś mu to zrobił, albo coś? Z resztą to teraz nie jest najważniejsze, trzeba mu pomóc...bo sama to sobie rady raczej nie dam. Wzięłam głęboki wdech i ryknęłam głośno , z trzy razy. Za jakiś czas zjawił się Nosferatu , powiedziałam mu tyle ile wiedziałam. Zabraliśmy nieznanego mi samca do jednej z jaskiń. Za jakiś czas przybiegła jakaś tygrysica, kazano mi wyjść z jaskini. Ułożyłam się przed nią i zasnęłam na chwilę, ból z lekka ustał ale i tak kuśtykałam . Wstałam za jakiś czas, a raczej zostałam obudzona przez tę tygrysicę. Dowiedziałam się tyle iż ma na imię Soraka i jest szamanką, nie znalazłam nigdzie w pobliżu Feratu. Pewnie musiał gdzieś iść. Alfa zjawiła się za jakiś czas i przeprowadziła ze mną krótki wywiad...powiedziałam całą prawdę i dopiero wtedy zauważyła że kuśtykam. Kazała mi bym poszła do Soraki, by opatrzyła mi łapę. Okazało się że mam mocno stłuczoną, nie mogę biegać przez dwa dni i to tyle. Chciałam zobaczyć co u tego samca...bo powiedziano mi że już się przebudził. Pozbierałam parę jabłek ...bo tego się nie brzydzę i zaniosłam je mu.
-Hej. Czujesz się lepiej, mam coś tutaj dla Ciebie.
Uśmiechnęłam się...choć nie znałam go dobrze...chwilka, wcale go nie znałam. Jedyne co go wyróżniało od reszty, to kolor futra...ponieważ był niebieski...

<Weed?>

niedziela, 14 sierpnia 2016

Od Xeny CD Nosferatu

Rozmowa z Alfą poszła mi dobrze, była miła a choć wiedziałam że będzie miała mnie na oku przez jakiś czas, od tamtej pory postanowiłam darzyć ją zaufaniem. Ana wypytywała mnie prawie o wszystko, bąknęłam coś tam o Armor Kingu , jednakże nie zaciekawiło ją to zbytnio. Wcale jej się nie dziwię, pewnie ma wiele spraw na głowie, w końcu wszystko spoczywa na jej barkach. Pamiętam jak to moja matka przychodziła do jaskini bardzo zmęczona codziennymi zajęciami, spała bardzo krótko bo musiała się zajmować jeszcze nami. Ojciec pomagał jej jak potrafił, ale to nic nie dawało. Wiadomo...tego ataku nie przetrwali i tyle...na szczęście ja miałam farta. Tęsknie za nimi, ale co mam zrobić...niech Bóg ma ich w swojej opiece. Byli dobrymi rodzicami...na wspomnienia o rodzinie chciało mi się płakać. Jednak...mruknęłam cichutko, Alfa kazała mi wybrać stanowisko. Domyślacie się pewnie co wybrałam, szpieg to bardzo dobra posada, a nocny stróż tak samo. Może w tym stadzie moje życie się odmieni, ustatkuje się tutaj. Miejmy taką nadzieję...po za tym Ana pozwoliła mi wybrać kogoś by pokazał mi tereny. Kiwnęłam porozumiewawczo głową i podziękowałam. Co do oprowadzania, w głowie ukazał mi się obraz Nosferatu . Ehhh, w końcu tylko jego tutaj znam a wydaje się miły. Jednak kiedy wyszłam z jaskini jego już tam nie było, zwiesiłam łeb, ale no moi drodzy od czego ma się głos. Po przechadzałam się obok wszystkich jaskiń, a właśnie zapomniałam wspomnieć o swojej...dostałam śliczną jaskinię. Wracając do tematu, poszukałam samca aż go znalazłam, nie było to zbyt trudne. Tygrys leżał ,,plackiem'' na trawie , kiedy mnie usłyszał wstał dość gwałtownie i spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się w myślach, może nawet ucieszyłam że go znalazłam. Spojrzałam w jego kierunku słysząc:
-Tak. Tutaj jestem. I jak?
Z lekka podekscytowana prawie krzyknęłam:
- Dobrze. No jestem już członkinią.
On natomiast kiwnął głową, tym razem zdecydowałam się na śmiały uśmiech w końcu to nie wstyd pokazywać takie białe ząbki jak moje. Spojrzałam na niebo, robiło się już ciemno, jednak ja pewna siebie zapytałam:
-Powiedz, masz jakieś zajęcie na dzisiejszy wieczór? Aj, za chwilę się ściemni...
Wydawało się że intensywnie myśli...nie wiadomo co mógł sobie wyobrazić, więc kiedy chciał już coś powiedzieć to przerwałam mu:
-Bo wiesz...Alfa powiedziała że ktoś musi mnie oprowadzić. Więc pomyślałam że...wiesz...
Z lekka się zarumieniłam bo dziwnie na mnie spojrzał. Jednak potrząsnęłam głową za parę sekund i usiadłam sobie na trawce czekając na jego odpowiedz. Jeśli odmówi trudno, nie będę do niego nic miała...w końcu nie każdy zawsze ma czas na wszystko...

<Nosferatu?>

Od Xeny CD Nosferatu

Razem z moim bratem -Armor King'iem tułamy się już spory kawał czasu. Doskwiera nam lekki choć żrący głód. Nie mogłam wytrzymać.
-Może na coś zapolujemy?
Zapytałem świadoma jego odpowiedzi. Przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, aż wreszcie ją ujawnił:
-Nie jestem głodny...
Nie był chyba zbyt zadowolony, to tak jak ja. Ciągle przed oczyma miałam obraz mojej dawnej właścicielki, no i mojego drugiego brata. On to ma teraz szczęście, ciekawe czy się o Nas martwi. Pewnie tak, przecież to cały on . Szłam ciągle w przód rozmyślając. Od kilku miesięcy ja i Armor jesteśmy zdani na siebie. On sobie radzi, nie jest taki jak ja. Ma wiele kolegów, na pustyniach i gdzie popadnie. Moi przyjaciele zaś żyją w zoo itp. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że przecież kiedyś byłam taka, byłam dzikim tygrysem, zdanym tylko na siebie. To czemu...teraz nim nie być? Muszę sobie jakoś radzić. Spojrzałam na brata chytrze i wbiegłam w las. On od razu zaczął mnie gonić, jakby mu na mnie zależało. Biegłam tak i biegłam. Po co? By znaleźć pożywienie, zapolować na coś, ale to odpada, jestem wegetarianką. Wtedy poddałam się i biegłam wolniej, Armor mnie dogonił i krzyknął:
-Gdzie tak się śpieszysz?
Posłał mi mroźne spojrzenie. Odepchnęłam jego pysk łapą i powiedziałam niezdecydowanie:
-Sama nie wiem. Czuje się jak niezbędny balast...
Ostatnie wyszeptałam, wiedziałam że Armor jest kochającym bratem...ale miałam malutkie co do tego wątpliwości.
-Co Ty gadasz?!
Od razu się oburzył i zagrodził mi drogę. Spojrzał w moje oczy mówiąc:
-Zostałaś mi tylko Ty. Musimy dalej iść przez świat, kiedyś znajdziemy Christine (tak miała na imię ich właścicielka) a co ważniejsze naszego brata.
Uśmiechnął się, nie wiem czy na prawdę czy sztucznie. Nie byłam w stanie tego rozszyfrować, sama uśmiechnęłam się lekko bo Armor podniósł mnie na duchu.
-Dzięki, ale pamiętasz może...jak za szczeniaka wiedliśmy dziki żywot?
Zapytałam z nadzieją w głosie. Ominęłam go i szłam dalej, troszkę wolniej.
-Tak...nadal możemy nimi być. Gdyby nie ta cała wojna...ja, ty i King bylibyśmy teraz razem, nadal w stadzie naszych rodziców w której nasza rodzina sprawowałaby władzę. Ale widać los zrobił to, co zrobić musiał.
Kiedy Armor prawił tę swoją przemowę poczułam dość mocno zapach tygrysów. Co powinno być normalne, ale to był las z daleka od ludzi, domów. Po wysłuchaniu brata zmieniłam temat:
-Też to czujesz?
Gdy wypowiedziałam pytanie, spojrzał w bok ukradkiem i zaczął węszyć.
-Coś, jakby jakieś skupisko zwierząt, jakieś stado.
Warknął przez zaciśnięte zęby.
-A to źle?
Zapytałam trochę tym zmieszana po czym stanęłam.
-Jesteśmy we dwójkę, zaś ich jest raczej więcej. Choć, wyczuwam same tygrysy...
Spojrzał na mnie z nutką zdziwienia na pysku.
-A gdyby tak...
Wyszeptałam, oczywiście mój brat usłyszał to.
-Co?
-Dołączyć?
Odpowiedziałam pytaniem na pytanie, bardzo mądre...
-Najpierw musimy znaleźć to stado.
Mruknął, raczej niezadowolony z mojej propozycji. Nim się obejrzałam, Armor był już daleko ode mnie, szybko wystartowałam chcąc go dogonić. Udało mi się to po czasie, zawsze byłam od niego szybsza.
-Co Ty...?
Zapytałam gdy już dorównałam mu biegiem.
-Jak chcesz dołączyć do tej sfory, to znalazłem niezły trop, dość świeży.
Powiedział i bez najmniejszego wysiłku biegł dalej. Po jakiejś chwili zobaczyłam parę jaskiń, po czym usłyszałam rozmowy dobiegające z jej wnętrza. Luknęłam na Armor King'a , on wyszeptał do mnie:
-Znajdź Alfę...lub dowódcę stada...ja mam praw, obiecuję że dołączę tutaj później.Wierzę w Ciebie , dasz sobie radę.
Spojrzał na mnie z tym jego uśmieszkiem. Zwykle byliśmy nierozłączni, ale musiałam pozwolić mu się wreszcie ode mnie oderwać, nawet jeśli mi się to nie spodobało. Kiwnęłam głową na znak że rozumiem po czym posłałam ciepły uśmiech w jego stronę. On odbiegł gdzieś w dal, nie zauważony przez nikogo. Wokół mnie nie było już nikogo, szepty dochodzące z jednej z jaskiń ustały. Westchnęłam cicho i postanowiłam się rozejrzeć po terenach, mając nadzieję że nie uznają mnie za intruza. Nastał wieczór, znajdowałam się w jakimś lesie, poczułam dziwny...lecz dość mocny zapach jakiegoś samca. Zaczęłam się rozglądać , ale po chwili dałam sobie spokój. Musiałam odpocząć, usiadłam na kamieniu i westchnęłam dość głęboko. Po tych podróżach byłam dość wykończona, naprawdę wykończona. Nie wiem dokładnie ile czasu minęło, jednak wiem że dzięki tym kilku minutom poczułam się lepiej. Wstałam rozciągając się, nagle moim oczom ukazał się tygrys, był to samiec...leżał pod drzewem spoglądając jak wychodzę z zarośli. Nie byłam pewna czy kierować się w jego stronę czy lepiej nie...najważniejsze bym była teraz z lekka obojętna. Ponieważ chciałabym dołączyć do tego stada...w którym jest pewnie ten tygrys. Stałam w bezpiecznej odległości, on gwałtownie wstał i podszedł do mnie , przywitał się dość miło. O niezwykłych oczach...hmm, nie wiedziałam jak to odebrać. Z grzeczności odpowiedziałam na jego pytanie, jednak musiałam zachować się obojętnie. Wiadomo...nie znam go jeszcze. Na zadane pytanie również otrzymałam odpowiedz, Nosferatu...nigdy nie słyszałam takiego imienia.
-Przepraszam że zawracam Ci głowę, jednak...niedawno wkroczyłam na te tereny i bardzo chciałabym tutaj dołączyć...jestem z lekka zmęczona i głodna. Byłbyś taki miły i zaprowadziłbyś mnie do Alfy tych pięknych terenów?
Zapytałam i nagle rozległo się burczenie w moim brzuchu, tak...wiem tygrys wegetarianin, cóż jednak jestem taka jaka jestem. Z niecierpliwością czekałam na jego odpowiedz.

<Nosferatu, byłbyś taki miły XD?>

sobota, 13 sierpnia 2016

Profil tygrysicy - Xena


Imię: Xena
Pseudonim: Xa (czyt: Ksa), Córka Księżyca (mało znane i niech tak zostanie).
Wiek: 8 lat
Płeć: Samica czy jak kto woli Tygrysica.
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Strażniczka nocna, szpieg.
Cechy charakteru: Xena jest to miła, pomocna i radosna tygrysica. Mimo to jej charakter jest dość skomplikowany. Bardzo pewna siebie lecz skryta i tajemnicza. Nie zawsze potrafi zmusić tę pewność siebie do działania. Czasami bardzo się denerwuje...ma piękny głos którym obdarza lasy wieczorami, najczęściej w pełnie księżyca, tylko jest jeden problem co do tej kwestii jest bardzo ostrożna i nieśmiała. Nie lubi kiedy ktoś podsłuchuje jej śpiewu...choć to się dość często zdarza. Gdy nikt nie patrzy lub w razie potrzeby to wielka ryzykantka na wielką skalę. Jest też uczciwa jak i nieraz uczuciowa. Uważajcie bo Xena nie da się obrażać, drwić z niej nie można jak i ze stada lub jej rodziny ponieważ wtedy z tej miłej tygryski wychodzi prawdziwy diabeł...(choć nie do końca), wścibska, obojętna i waleczna. Będzie brnęła aż do końca, ma bardzo dobrą pamięć i nie szybko wybacza. Zwykle stawia na swoim i może być bardzo podstępna. Nie wiadomo czy nie będzie tuż za twoimi plecami. Dobra, koniec o jej złej stronie powiedzmy jeszcze o tej dobrej. Zwykle jest przyjacielska, po prostu jest duszą towarzyską. Sprytu jej nie brak. W dobrym towarzystwie może okazać się niewygadaną samicą. Jednak warto pamiętać że zawsze Cię wysłucha. Bardzo mądra i inteligentna, bystra z niej samica , nie łatwo ją oszukasz. Nienawidzi gdy ktoś kłamie ją w żywe oczy, choć sama w razie potrzeby potrafi skłamać, jednakże przychodzi jej to z trudem. Szlachetność to jedna z jej ważnych cech. Dla innych może okazać się zadziorna. Chyba zwykle chodzi własnymi ścieżkami i ma swoje zdanie którego się trzyma mimo to że może się pomylić. Jest bardzo skromną samicą, nie lubi się wywyższać i woli nic nie mówić niż kogoś urazić. Najpierw myśli potem mówi. Jednak zdarzają się dni w których jest odwrotnie. Resztę jej charakteru...odkryj sam...Choć można dodać również że Xena...brzydzi się mięsem, tak jest wegetarianką co może nie jednego zdziwić. 
Cechy fizyczne: Xena jest dość dobra w paru rzeczach, lubi adrenalinę , ale kiedy jest jej zbyt wiele...nie radzi sobie z nią. Xa uwielbia pływać, jest zwinna jak i wytrzymała. Z szybkością radzi sobie przeciętnie, jest dobrą tropicielką. Ale jest taka jedna rzecz która wychodzi jej najlepiej...skradanie. A co do walki jest obojętna...,,Co Alfa powie to ja zrobię''.
Boi się: Że ktoś zobaczy jak śpiewa wieczorami . Ale najbardziej boi się że popełni jakiś wielki błąd...który będzie niewybaczalny.
Znaki szczególne: Co do jej znaków szczególnych, już nawet jej umaszczenie jest dość nietypowe i szczególne, do tego dochodzą zielone hipnotyzujące paczadła (oczy) i ,,pasek'' zwijający się w nutkę jest on umieszczony na lewym uchu z tyłu.
Partner: Może kiedyś...Tak, szuka. Jednak tyle razy słyszała że miłość jest ślepa, więc jak ma ją znaleźć. Mimo to będzie wytrwała w szukaniu tego jedynego...jest bardzo wierna...więc liczy iż znajdzie kogoś kto będzie bliski jej sercu.
Rodzice: Jej rodzice nie żyją, zginęli za honor stada...jednak dobrze pamięta ich imiona...Matka miała bardzo piękne i dźwięczne imię Melody , a ojciec dość poważne Armor.
Inna rodzina: Brat- Armor King. (jest lub będzie w stadzie ) Reszta rodziny zginęła w okropnej walce.
Potomstwo: Brak, najpierw chciałaby znaleźć partnera.
Inne zdjęcia: -
Historia: Xena urodziła się w Stadzie Night Melody. Wiodło jej się dobrze jako szczeniak ponieważ rodzice byli Alfami. Pewnego dnia mała Xena wymknęła się spod czujnego oka matki i poszła śpiewać na łąkę.(miała chyba z 5 miesięcy) W tym samym czasie myśliwi napadli na stado, słychać było strzały, przeraźliwe ryki a w powietrzu czuć było świeżą krew. Tygrysica pobiegła tam lecz wszyscy już byli martwi...szukała żywej duszy i płakała nagle zobaczyła jak mała dziewczynka ucieka przez las, pobiegła za nią i piszczała. Mała dziewczynka spojrzała się na nią trzymając w ramionach dwóch braci Xeny, wzięła i ją. Mała dziewczyna pobiegła z nimi do domu a kiedy rodzice zobaczyli trzy tygryski postanowili je zostawić. Czika miała życie jak w madrycie. A że młoda Christine (tak miała na imię jej właścicielka) podróżowała z rodzicami bardzo często jak i wraz z Xeną. Ona i jej bracia przeżyli bardzo dużo przygód. Oswoili się z domem i tak dorośli, w końcu nie spędzili całego życia w domu...rodzice dziewczynki od małego oswajali ich z polowaniami itp. Kiedy Xena osiągnęła 2 lata a jej bracia po 3 właścicielka zabrała ich w góry na wycieczkę. Niestety Xena wraz z Armor Kingiem gdy usłyszeli strzał spadli z góry, cudem przeżyli ale już nigdy nie odnaleźli ani brata ani właścicielki....I przebiegli tak cały świat aż znaleźli to stado.
Złote psy: 100.000 ZP
Data dołączenia: 13.08.2016
Właścicielka: CZIKA9999 (Doggi i Howrse)

Towarzysz:
Imię: Star
Gatunek: Smok
Wiek: Młoda Dorosła
Płeć: Smoczyca/samica
Opis towarzysza: Star to bardzo miła, przyjacielska i pomocna smoczyca. Jest również opiekuńcza, w razie niebezpieczeństwa odważna i szlachetna. Otwarta na świat. Uwielbia zimne noce spędzone z innymi smokami. Nie śpij w jaskini, woli na dworze. Nie raz nieśmiała, bardzo ciekawska. Tajemnice- wydasz jej ? To dobra smoczyca u której twoje tajemnice są bezpieczne. Jak każdy smok ba bardzo dobre zmysły, najbardziej wzrok nawet w nocy. Kocha swoją właścicielkę i nie pozwoli by ktokolwiek ją skrzywdził.
Data dołączenia: 13.08.2016
Właścicielka: Xena