Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Armor King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Armor King. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Od Armor King'a CD Layli

Patrolowałem tereny stada, nie podobało mi się to, że ostatnio wszystko ucichło. Chodząc zwracałem uwagę na najdrobniejszy szczegół. Gdy jakiś krzak nawet troszkę się poruszył, albo warknąłem parząc co z niego wylezie, no ewentualnie wskakiwałem tam. Co wtedy widziałem? Drobne zwierzaki, ludzkie śmieci. Skąd one się tu wzięły...te ludzkie śmieci? No tak na chłopski rozum to od ludzi. Lecz to nie prawda, czułem tylko tygrysy i nic więcej, zero ludzi. Westchnąłem patrząc w dal. Przechodziłem obok wodospadu, musiałem się czegoś napić. Podszedłem i napiłem się wody, w oddali zobaczyłem jakąś samicę tygrysa która obracając się spojrzała na mnie. Miała łuk który wydawał mi się solidnej budowy, pewnie sobie ćwiczyła aczkolwiek po prostu był dla niej ozdobą. Wtedy dopiero poczułem woń człowieka, nie pachniał jak zawsze...wielkim miastem. To był zapach zgnilizny, śmierci, bezdomności. W oddali zobaczyłem, raczej nabzdryngolonego (pijanego) faceta. Uśmiechał się szyderczo, nie miał włosów, wyglądał jakby uciekł z jakiegoś więzienia dla psychopatów. W rękach trzymał broń dużego rażenia. Skąd taki palant, ma dostęp do broni to ja nie wiem. Ryknąłem , pewnie on tego nie usłyszał. Wydawało mi się że drań celuje we mnie, lecz się myliłem. Swymi nieudolnymi oczyma spoglądał na tygrysicę która przechodziła po kamieniach przez rzekę. To był ruchomy cel, ale poruszał się nie za szybko. Jeśli nie ja to kto? Grr. No proszę Was, znów mam ratować komuś życie.
-Uważaj!
Warknąłem dość głośno, ona stanęła i spojrzała na mnie ze zdziwieniem w ochach, lub nawet z pogardą. Wbiłem wzrok w psychopatę i mruknąłem kładąc uszy. Podbiegłem i zacząłem go gryźć , nie chciałem być za okrutny więc przerwałem to. Koleś pozbierał swoje manatki, celował dalej. Zacząłem biec i skoczyłem na nieznaną mi samicę ze stada. Wpadliśmy razem do wody, lecz nie było głęboko. Poczułem jednak że coś jest nie tak, z mojej przedniej lewej łapy dosłownie lała się krew barwiąc wodę na czerwono. Wyszedłem z wody okulały i wyciągnąłem też samice. O mało co jej nie utopiłem. Nie odezwałem się a ona kaszlała. Tak, celował i wycelował...na szczęście w łapę. Przestałem zwracać na to uwagę, pomogłem jej wstać. Przed moim nosem świsnął nabój. Warknąłem pokazując swoje białe kły. Uśmiechnąłem się zawadiacko i widząc że jego broń jest jednak uszkodzona, zabrałem pospiesznie tygrysicy łuk i trafiłem w pewną szczelinę, dzięki której facet strzelił sobie w nogę. Skąd moja precyzja, ojciec uczył mnie strzelać nie tylko z łuku więc zapamiętałem parę lekcji pod jego nadzorem . Więc jednak łuk który miał służyć suczce jako ozdoba przydał się i to bardzo. Niedaleko Nas spadła broń, po którą poszła samica...a człowiek nie potrafił się wyrwać z małego tornada bólu . No i niech tak zostanie , gdy będzie daleko od stada zrozumie by tutaj nie wracać , zaczął uciekać gdzie pieprz rośnie potykając się co chwilę. Warknąłem coś pod nosem i obejrzałem się na siebie.
-Czasami tak jest.
Mruknąłem do niej, inna spodziewała by się...jakiegoś pytania. No ale nie z mojej strony. Spojrzałem na moją łapę i zacisnąłem zęby, wiedziałem że nic mi nie będzie. Położyłem się i pazurem wyjąłem kulę. Umyłem łapę w rzece i wtedy usłyszałem jej głos...

<Layla?>

niedziela, 30 października 2016

Od Armor King'a CD Tory

Właśnie wracałem z treningu wojowników który prowadził Kayun, nie dał nam zbyt dużego wycisku i to mnie zastanawiało. No oczywiście, jakbym ja to prowadził to wszyscy by już pewnie zdechli, hehe taki żarcik. Jednak jest on bardzo zbliżony do prawdy i gdybym to powiedział na głos , połowa by nie zrozumiała że to drobny dowcip. Tak, uwielbiam ostre treningi, dlatego nie wystarczają mi te z wszystkimi zabójcami i wojownikami itp. Dlatego często trenuje sobie sam , czasami po za terenami stada by niczego nie uszkodzić. Ostatnio jednakże wpadłem na dość wspaniały pomysł, wybudowania sobie jakiegoś toru przeszkód, tylko takiego w gąszczu by nikt go nie znalazł i go sobie nie przywłaszczył. Ale z budową można poczekać, aktualnie snuje się po terenach , szukając jakiejś zwierzyny która nadawałaby się na żarcie dla mnie. W oddali zobaczyłem jakieś króliki, jednak nie miałem na nie ochoty...powiedzmy że mi się przeżarły. Niedaleko czułem też woń dorosłego i silnego dzika, obliznąłem się tylko i odszedłem z tamtego miejsca. Ponieważ chciałem zjeść dziś coś innego niż sarnę, dzika, antylopę, królika, rybę, jaszczurkę. Pragnąłem jakiegoś nowego smaku, takiego przeszywającego ciało...chciałem upolować sobie jakieś trudne do do zabicia zwierzę. Nagle przypomniały mi się smaki z dzieciństwa...sambar! Oh jak ja dawno nie jadłem mięsa z tego zwierza, mamuśka zawsze przynosiła mi go na śniadanie...a na kolacje były ryby lub gaury! No to teraz wiem czego szukać, tylko że nie widziałem jeszcze na tych terenach gaura, sambar czasami przebiegał mi drogę. Niestety gaur...a może by poszukać po za terenami stada? Ej, nie szalej...gaura i tak sam nie zjem...Xena nie je mięsa a innym nie chce mi się zanosić. Więc pozostaje mi poszukać sambara, bo raczej trudno jest tutaj znaleźć młodego słonia który ma mięso ehh...tak pyszne. Mniejsza o to czas poszukać sambara. Nastał wieczór, jednak ja nie przestałem szukać mojej zwierzyny...no i dobrze bo po chwili wyczułem ten zapach a moim oczom ukazał się sambar:

Jadł sobie trawę i liście które spadały z drzew, nie spodziewał się że jest to jego ostatni posiłek w życiu, jednak ja o tym doskonale wiedziałem. Miałem wielką przewagę przez element zaskoczenia i nie tylko. Z chytrym uśmieszkiem szukałem sobie jakiejś pozycji w której najkorzystniej wyskoczyć. Na całe szczęście z tyłu zwierzęcia były krzaki, od razu po cichu się tam podkradłem i wyskoczyłem na nieświadome niczego zwierze. Od razu wgryzłem się w gardło i przygniotłem je do ziemi. Nie puszczałem dopóty dopóki ciało zwierzęcia nie przestawało drgać. Zajęło mi to kilka minutek, nie męczyłem się zbytnio , może to przez moją masę...przygniecione zwierze nie miało szans. Wszamałem sporawą ilość mięsa , bardzo mi smakowało...poczułem ten smak dziecięcych chwil. Obsiadłem się jak nic, teraz migiem trzeba to zrzucić. Nie myłem się bo postanowiłem to zrobić po osobistym treningu. Na początku postawiłem na wytrzymałość i porobiłem wiele kółek na terenach stada, trwało to jakieś 20 minut. Następnie wspinałem się po drzewach, wtedy zachciało mi się pić. Obok była kałuża więc napiłem się i przemyłem pysk. Znów zacząłem wspinać się zwinnie i szybko. Zrobiło się już dość ciemno, jak to na jesień...była może 18...coś około tego. Mruknąłem i chciałem udać się do jaskini kiedy usłyszałem:
-Nie!
Był to głos jakiejś samicy, na początku nie czułem jej woni. Była daleko stąd, postanowiłem to sprawdzić. W końcu musiała mieć powód by się tak wydzierać na całe gardło, zastanawiało mnie to czemu krzyknęła tylko raz. Może nie mam już po co tam iść? Zakończyła swój żywot, lub ktoś to zakończył...mimo wszystko warto tam pójść. Może dowiem się czegoś ciekawego...Zacząłem biec w tamto miejsce, jednak nikogo tam nie było. Czułem tylko woń, woń nieznanej jeszcze mi samicy. Właściwie to nie wiedziałem czy na pewno jest ze stada, może była jedną ze szpiegów z innego stada. Cóż, różnie to może być, w końcu nie czułem jeszcze takiego zapachu. Ruszyłem powoli w stronę skąd dochodził zapach, nie śpieszyłem się. Wiem tyle że szedłem w stronę naszej rzeki, która znajdowała się troszkę daleko stąd. Po pewnym czasie dotarłem tam, przeskoczyłem na drugi brzeg po cichu i obserwowałem co się stanie. Z prawej strony zobaczyłem lekki ruch trawy, nie była poruszana przez wiatr. Z niej wyszła przeciętna tygrysica, a może i nie taka przeciętna? W końcu wiem że nigdy jej jeszcze nie spotkałem. Chyba czuła moją obecność ponieważ rozglądała się, po czym zaczęła wchodzić do wody. Widocznie miała na to wielką chęć, ponieważ westchnęła cichutko wchodząc. Nagle kiedy zrobiłem kilka kroków , wyszła pośpiesznie z wody i ukryła się w trawie. Zaśmiałem się w duszy, byłem pewien że wyczuła moją obecność. Dokładnie znałem jej położenie , więc pozostało mi wymyślić jakiś plan. Było tyle opcji, pierwszą było obalenie jej i przygwożdżenie do podłoża , drugą minimalny atak, a trzecia to podejście i rozmowa. Rozmowa mi się nie podobała bo nie wiem kim ona jest i nie wiem do czego jest zdolna. Druga opcja też odpadała, bo nie chciałem zaatakować samicy dotkliwie. Pozostała ta pierwsza , która będzie dość łatwa. Ale nie aż tak, trzeba odwrócić jej uwagę od mojej osoby, jeśli zna już moje położenie. Wziąłem spory kawałek drewna w zęby i zacząłem się skradać do niej, widziałem była zwrócona prosto na mnie. Było ciemno, rzuciłem kłodę za nią , a gdy odwróciła się warcząc...skoczyłem na nią jak na sambara który nie był niczego świadomy, tylko że jej nie złapałem za gardło. Przewaliłem ją i trzymałem , warknąłem głośno i zapytałem:
-Kim jesteś i czego tutaj szukasz?!
Ona mruknęła i zaczęła mi się wyrywać, nie chciałem jej skrzywdzić więc odskoczyłem zwinnie od niej. Ona podniosła się i otrzepała. Oboje staliśmy w bojowej pozycji. Nie odzywała się, więc musiałem coś powiedzieć:
-Jestem ze Stada Tygrysiego Pazura, te tereny po których stąpasz należą do Nas... nie chcę Ci zrobić krzywdy , jednak chce wiedzieć czego tutaj szukasz?
Rozluźniłem mięśnie po czym podniosłem jedną brew. Czekałem na jej reakcję...

<Tora?>

sobota, 29 października 2016

Od Armor King'a CD Aziry

No, z początku tygrysica wydawała mi się zamknięta w sobie bo tylko kiwała łbem w odpowiedzi na moje pytania. Jednak swoje imię wypowiedziała z dość pogodnym tonem co mnie pocieszyło. Myślałem że jej się naprzykrzam, jak później się okazało ...było tak. Ponieważ jej mina mówiła wszystko, ciągle się obracała i nie miała chyba zbytnio humoru na rozmowy. Chciałem się już od niej odczepić, jednak ja tak szybko nie daje za wygraną. Na moje następne pytanie już przewróciła oczyma co mi się nie bardzo spodobało. Szczerze nie wiedziałem o co jej chodzi, była taka zadumana no i strasznie małomówna. Spoglądałem ciągle na jej ruchy, chciałem zachęcić ją do rozmowy ale wtedy sobie poszła. Jednak nie odeszła daleko, ułożyła się na brzegu i spoglądała w niebo . Ja nie zareagowałem na to, nie byłem zmęczony i nie miałem chęci się z tond ruszać, w końcu nie odpuszczam tak łatwo. Spojrzałem też w stronę nieba, rzeczywiście dziś było widać sporo gwiazd. Na szczęście nie padało, chłodny wiatr dominował w tej porze nocy. Na paru liściach zauważyłem białą powłoczkę zwaną mrozem. Tak, to jest jesień, lecz niedługo nadejdzie zima, i to szybciej niż się spodziewamy. Nagle usłyszałem plusk, Azira wstała z miejsca i weszła do jeziorka ...jaki miała w tym cel , tego nie wiem. Jednak mi ten pomysł też się spodobał, pośpiesznie wstałem z miejsca i zmierzałem w stronę samicy powolnym krokiem rozglądając się. Tygrysica westchnęła cicho mając dość mojego towarzystwa. Kiedy wszedłem bez wahania do jeziorka i stanąłem na przeciw niej usłyszałem jak burczy jej w brzuchu. Ona spojrzała się za siebie zawstydzona a ja uśmiechnąłem się przenikliwie. Na 100% doskwierał jej głód a nie chciało jej się polować bo byłem w pobliżu, właściwie to postanowiłem z tego skorzystać. W końcu czemu by nie, na polowaniu nie trzeba rozmawiać, a wręcz przeciwnie lepiej wcale nie rozmawiać bo spłoszy się zwierzynę. Mniejsza o to, teraz trzeba to jakoś ująć. Mruknąłem pod nosem i wyszedłem z wody. Ona pewnie miała nadzieje że już sobie pójdę, jednak ja szybko to rozwiałem:
-Jeśli nie masz chęci na rozmowę, to co powiesz na nocne polowanie? W końcu tak samo jak Tobie , przyda mi się zwierzyna. Można powiedzieć że późna kolacja lub wczesne śniadanie . Co Ty na to?
Przy końcu spoważniałem, jak to zwykle ja. Usiadłem i czekałem na jej odpowiedz, wyszła z wody z małą niechęcią ale jednak podeszła do mnie. Zmusiła się chyba na mały uśmiech, ja nie musiałem się raczej uśmiechać...bo nie miałem po co aktualnie. Jej uśmiech szybko zszedł z pyska...nadal czekałem na jej odpowiedz...

<Azira? Idziemy na polowanko?>

niedziela, 25 września 2016

Od Armor King'a - CD Aziry

Było już dość ciemno, prawie wszyscy posnęli. Ja jednak jako jeden z nielicznych poszedłem na mały spacerek, nie obchodziło mnie to że jest z lekka chłodno ani ciemno, w końcu widzę w ciemności. Kiedy przemierzałem las natknąłem się na siostrę, nie wiem czy dobrze wybrała stanowisko ale jednak wiem że stróż nocny do niej pasuje. Lubi jak ja przesiadywać nocami i ogółem spacerować. Co do mojego stanowiska, szczerze długo się nie zastanawiałem...jak wiadomo jestem tutaj Wojownikiem i Zabójcą , czyli to coś co kompletnie mi się podoba i do czego jestem przekonany. Wojownikiem nie jest łatwo być, z tego co wiem to każdego do tego stanowiska nie dodają, bo niektórzy się nie nadają. Mimo wszystko trzeba mieć doświadczenie, bo jak przyjdzie jakiś żółtodziób który będzie chciał służyć w tej armii do ja obiecuję że własnołapnie (kuźwa, własnoręcznie napisać nie mogę) go wykurzę . Każdy wojownik lub zabójca powinien posiadać jakiekolwiek dyspozycje i być czasami obojętny, mieć odwagę zginąć za to stado. Yhhh, o czym ja myślę, taka piękna noc a mi się zachciało o stanowiskach myśleć. Na chwilę obecną wojownicy mało potrzebni...na całe szczęście. Dobrze, czas, stop koniec o stanowiskach i o mnie. Czas iść nad jezioro, łapie mnie małe pragnienie. A akurat tam mam najbliżej prawdę mówiąc. Jednak w drodze do owego jeziora zacząłem czuć zapach nieznanej mi osoby, była to tygrysica która siedziała nad brzegiem wpatrując się we własne odbicie. Nie znałem jej jeszcze, pewnie była nowa albo w ogóle tutaj nie należy, jednak jeśli by tak było szpiedzy albo strażnicy nocni wyłowili by ją ino raz. Przyglądałem jej się chwile, lecz długo ona nie potrwała ponieważ postanowiłem ją sprawdzić. Bez większego zastanowienia , nie lubię zbytnio obserwować tak i szpiegować innych jak moja siostra i może nie jestem w tym taki dobry. Mniejsza o to, po prostu podszedłem do niej, a widząc że się odwraca usiadłem obok pytając:
-Można?
Ona tylko kiwnęła głową jakoś tak nie analizując pytania i starała się unikać mojego wzroku. Niestety czasami jej to nie wychodziło a ja śmiałem się cicho w duchu ponieważ nie chciałem jej jakoś urazić. Nareszcie postanowiłem okazać trochę takiego zainteresowania i zapytałem:
-Jesteś ze Stada Tygrysiego Pazura prawda?
Znów odpowiedzią okazało się kiwnięcie głowy. Mruknąłem cicho i zapytałem:
-Od dawna w nim jesteś? A co do mnie....Armor King mam na imię, a Ty?
Szczerze jak każdy wie rzadko kiedy się pierwszy przedstawiam ale jeśli jesteś w towarzystwie tygrysicy, to jakoś nie wypada by ona się pierwsza przedstawiała. Z resztą mnie to obojętnie.

<Azira?>

niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Armor King'a CD Abigail

Szedłem leśną ścieżką, czując pod łapami chrupanie szyszek i patyków. Las ten wydawał mi się bardzo spokojny, przez co było słychać najcichsze szmery. Przez kilka chwil wydawało mi się, że jestem gdzieś w magicznym świecie, gdzie można o wszystkim zapomnieć, niestety z tych rozmyśleń obudził mnie przenikliwy chłód wiatru i... Czyjeś kroki? Stanąłem przysłuchując się krokom, które zmierzały najprawdopodobniej w moją stronę... Cisza... Ktoś najwyraźniej stanął lub poszedł w drugą stronę. Co ja będę się tym przejmował. Muszę uspokoić swą duszę, ponieważ nie często jestem taki spokojny jak teraz. Po wyjściu z tego jakże dziwnego, a zarazem niezwykłego lasu, postanowiłem zacząć szukać jakiegoś jeziora, rzeki, a może stawu pitnego, ponieważ byłem strasznie spragniony, a do końca nie znałem tych terenów i musiałem zdać się na instynkt. Dobra tam, pójdę w stronę z której było czuć nadmierną wilgoć. Tak szedłem i szedłem, aż dotarłem do jakże pięknego wodospadu. Woda mieniła się jaskrawym turkusem, był to naprawdę dziwny wybryk natury, mimo tego językiem macnąłem zimną i jakże orzeźwiającą ciecz. Nagle spostrzegłem tygrysicę, która z zaciekawieniem na mnie patrzyła. Zamarła, gdy zdumiało ją moje spojrzenie. Patrzyłem na nią surowo i zimno, przez kilka sekund wbijałem nie przyjemny wzrok w nieznajomą, po kilku chwilach miałem już odchodzić, gdy nagle ona mnie zatrzymała. Od tak zastawiła mi drogę. Jak tak będą robić to w mgnieniu oka poznam całe stado.
-Jakiś problem? Szeryfie...
Zażartowałem z niej, czyli norma. Ona uśmiechnęła się.
-No malutki, chciałam się zapytać czy nie widziałeś gdzieś w pobliżu mojego brata?
Dobra, nie powiem tym pytaniem to nieźle mnie zaskoczyła. Po pierwsze nawet nie znam jej imienia, a co dopiero jej brata.
-A opisałabyś mi go jakoś?
Zapytałem siadając sobie od tak. Ona zastanowiła się nad odpowiedzią i walnęła:
-Ma nietypowy kolor sierści , jest niebieska.
Wow, gostek musi nieźle rzucać się w oczy, chyba zobaczyłbym takiego niebieskiego stwora?
-No niestety, ale ...nie widziałem go raczej. Z tego co wiem, to gdybym go widział...to bym Ci od razu powiedział. Ale nawet go nie znam...
Westchnęła po mojej wypowiedzi.
-Ma na imię Weed, nie kojarzysz?
Zapytała, ja udawałem że myślę i mruknąłem iż ,,Nie''.

<Abigail?>

Od Armor King'a CD Kavadi

Chodziłem właśnie po polanie . Usiadłem na brzegu jeziora i patrzyłem się na swe odbicie... W pewnym momencie zobaczyłem w swoim odbiciu jakiegoś innego tygrysa... W tym samym momencie ktoś krzyknął ,,Hej!". Spojrzałem się szybko to tyły i mruknąłem niepocieszony. Znów ktoś przerywa mi moje przemyślenia. Nie znałem jeszcze tej samicy .
-Aż tak cię wystraszyłam?
Zaśmiała się, po czym machnęła kilka razy ogonem. Uśmiechnęła się pokazując kiełki i spojrzała na mnie dość dziwnie. Ja przekręciłem oczyma i warknąłem:
-Jasne że nie...jeszcze mnie nie znasz.
Uśmiechnąłem się sztucznie , ale ona nic sobie z tego nie robiła jedynie co to krzyknęła do mnie:
-Chodź do wody!
-Ehm... Ok!
Powiedziałem i wszedłem do wody, w końcu co innego miałem do roboty.
-Zimno...
Mruknęła do siebie, lecz ja to usłyszałem. Uśmiechnąłem się w myślach wiedząc że woda zrobiła się zimna ponieważ dziś znów padał deszcz. Niby takie lato, sierpień ale jednak ta pogoda jakaś taka zmyślna jest no i zmienna oczywiście.
-Co mówiłaś?
Zapytałem patrząc na nią dość dziwnie, byłem ciekawy czy miała przeczucie iż ja również słyszałem jej słowa. Ona zaś odparła szeptem:
-Nic...
-To dobrze...bo...
Nie dokończyłem i ochlapałem ją, po czym zanurkowałem. Na dnie zauważyłem jakiś cień... Dziwny cień, jakby czarna mgła... Na jej początku jakby zobaczyłem jakąś dziwną mordę, coś w stylu kota...
-Wyjdź z wody! Już!
Krzyknąłem wynurzając się, samica spojrzała się na mnie jak na idiotę
-Dlaczego?
Zaśmiała się ze mnie
-Nie pytaj, tylko wychodź!
Warknąłem, samica lekko urażona wyszła z wody i stanęła na brzegu. Ja również wybiegłem...nie chciałem pakować się w jakieś tarapaty, w końcu może coś tam siedziało.
-Przejdziemy się gdzieś?
Zapytała robiąc słodkie oczka. Xena zwykle mnie na nie brała, więc zgodziłem się....
-No dobra.
Mruknąłem i poszedłem za nią. Nie wiedziałem jeszcze jak ma na imię, ale czekałem aż o to zapyta.

<Kavadi?>

Od Armor King'a CD Aurory

Wieczorem wybrałem się do siostry, na całe szczęście była w swojej jaskini. Wchodząc tam uśmiechnąłem się, z jednej strony dobrze znowu ją widzieć, wiedzieć że nic jej nie jest. Odkąd dołączyliśmy tutaj nie muśmy się już tak pilnować i o siebie troszczyć. Przyniosłem jej parę winogron i podałem .
-No cześć, mam nadzieje że skosztujesz, ze mną z głodu nie umrzesz.
Zaśmiałem się, ona wstała i mruknęła machając ogonem:
-Witaj braciszku, tak wiem już że trudno jest tutaj znaleźć jedzenie dla mnie. A i dzięki. Teraz Twoja kolej, leć coś sobie upoluj na kolacje. Ja zaraz idę spać, w końcu za dwie godziny trzeba wstać. Praca to praca.
Odszedłem nie żegnając się, miała racje dopóki słońce nie zaszło powinienem znaleźć jakąś kolacje. Mimo to iż dziwnie to brzmi to ma sens. Jednak mój żołądek podpowiadał mi że najpierw trzeba będzie się czegoś napić. Po treningu byłem z lekka zmęczony , a jeszcze nic nie piłem. Dobiegłem dość szybko do strumienia i wziąłem wielki łyk wody po czym westchnąłem sobie głośno. Nie czułem w pobliżu żadnego tygrysa więc mogłem zacząć polować. Teraz zostało wytropić zwierze i na nie zapolować co powinno być dziecinnie łatwe. Po kilku minutach szukania jakiegokolwiek zapachu, natknąłem się na wyraźny trop. Był to potężny samiec łosia, dużo mięśni, mięsa a mało mózgu. Nie będzie z nim dużo problemów, jedynie co może mi zrobić to mnie zabić. Ale ja ubije go pierwszy, jego poroże jest sporawe , jednak ja lubię gryźć takie kostki. Powoli zbliżałem się do moje kolacji , skradając się cicho spoglądałem na łosia który ze spokojem jadł trawę. Nagle poczułem zapach jakiegoś tygrysa, pewnie ktoś przechodzi, a niech tylko spróbuje mi spłoszyć zdobycz, nie będę zadowolony i miły. Szykowałem się do skoku, zwierze miało marne szanse. Ten moment, ta chwila ....odbiłem się od ziemi wynurzając się błyskawicznie z krzaków , ten skok na łosia udał by mi się gdyby ktoś na mnie nie wpadł. Nie tylko ja chciałem upolować owego zwierzaka, nie tylko ja miałem na niego nosa. Ja i drugi napastnik po prostu na siebie wpadliśmy, łoś uciekł a my leżeliśmy na ziemi. Z lekka poharatani. Ja miałem wbite pazury w jej łapę a ona zęby w mój ogon. Warknąłem na nią i odskoczyłem od razu , tak była to jakaś samica. Trochę niższa od mojej siostry i podobna z lekka. Ale wcale nie aż tak bardzo. Nie wiedziałem jak jej pogratulować że właśnie spłoszyła mi kolacje. Miałem z lekka zdarty ogon, a z jej łapy ciekła krew. Teraz wahałem się czy chamsko odejść z nerwami ,,na ogonie'' , na warczeć na nią czy przeprosić. Jednak ona mnie w tym wszystkim wyprzedziła:
-P-przepraszam. Nie wiedziałam że ktoś też poluje na tego łosia. Naprawdę nie chciałam, wiem że to moja wina.
Takiej reakcji z jej strony jakoś się nie spodziewałem, myślałem że na mnie nawrzeszczy ale przyznała się do winy. Dziwne jest to że nie wyczuła mojego zapachu, a ja jej tak. Mruknąłem nie chcąc się odzywać, jednak z grzeczności musiałem coś dodać:
-Tia, można powiedzieć że nic się nie stało. Po za tym że prawie upolowałem Ciebie, a Ty mnie.
Po jej minie wywnioskowałem że nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać. Bo jakby tak spojrzeć z jednej strony było to dość zabawne. Niestety nagle samica usiadła, bo nie mogła ustać na łapie w którą ją zraniłem. Musiałem zapytać:
-Wszystko dobrze? Może Ci w czymś pomóc?
Wiem że wspólne polowanie naprawiło by szkody i takie tam. Ale najpierw to trzeba naprawić jej stan. Bo z tego co wiem to wbiłem dość głęboko te swoje pazury. A ona prawie odgryzła mi ogon .
Ale mnie to tak nie boli jak ją...

<Aurora?>

sobota, 20 sierpnia 2016

Od Armor King'a - ,,Nocny koszmar''

Obudziłem się cały we krwi i poraniony... Leżałem pod jakąś belą drzewa. Wygrzebałem się spod niej i rozejrzałem się wokół... Widziałem tylko trupy... I z naszego stada i ze stada wrogów... Spustoszenie, zgnilizna, spalone części jaskiń i tygrysów. Podniosłem łapę, by zrobić krok, jednak od razu go wycofałem i wziąłem głęboki oddech... Ujrzałem siostrę... Leżała nieprzytomna na ziemi i nie oddychała. Podbiegłem do niej i przytuliłem ją mocno, nie roniąc ani łzy, pomimo mego wieku, nie chciałem płakać...
-Xena powiedz coś!
Krzyknąłem zrozpaczony. Jednak ona leżała bez życia... Sprawdziłem oddech, zobaczyłem, czy serce wciąż bije, ale nie...
-Nie, nie, nie! Ty nie możesz! NIE!
Wydarłem się na cały głos. Jakbym chciał coś komuś powiedzieć, jednak były tu same trupy... Po chwili jednak usłyszałem głos Xeny:
-Armor...
-Xena!
Krzyknęliśmy oboje i się przytuliliśmy. Lecz poczułem jak ktoś z tyłu wbija mi coś ostrego. To był jakiś samiec...za nim leżała nieżywa Emi. Skoczyłem na niego i zacząłem nim szarpać. Pomimo tego iż przebił mnie na wylot. Zabiłem go i podbiegłem do Emi. Warknąłem i ...błagałem by się obudziła. To nic nie dawało. Umarła...
-Nie!
Krzyknąłem budząc się, chwila...to był tylko sen! Na całe szczęście. To...tylko sen. Poszedłem się przejść...kiedy wróciłem nie zastałem Xeny . Mimo to iż się o nią martwiłem zasnąłem. Miałem nadzieje że ten sam koszmar nigdy więcej mnie nie odwiedzi.

Od Armor King'a CD Auorory

Wieczorem wybrałem się do siostry, na całe szczęście była w swojej jaskini. Wchodząc tam uśmiechnąłem się, z jednej strony dobrze znowu ją widzieć, wiedzieć że nic jej nie jest. Odkąd dołączyliśmy tutaj nie muśmy się już tak pilnować i o siebie troszczyć. Przyniosłem jej parę winogron i podałem .
-No cześć, mam nadzieje że skosztujesz, ze mną z głodu nie umrzesz.
Zaśmiałem się, ona wstała i mruknęła machając ogonem:
-Witaj braciszku, tak wiem już że trudno jest tutaj znaleźć jedzenie dla mnie. A i dzięki. Teraz Twoja kolej, leć coś sobie upoluj na kolacje. Ja zaraz idę spać, w końcu za dwie godziny trzeba wstać. Praca to praca.
Odszedłem nie żegnając się, miała racje dopóki słońce nie zaszło powinienem znaleźć jakąś kolacje. Mimo to iż dziwnie to brzmi to ma sens. Jednak mój żołądek podpowiadał mi że najpierw trzeba będzie się czegoś napić. Po treningu byłem z lekka zmęczony , a jeszcze nic nie piłem. Dobiegłem dość szybko do strumienia i wziąłem wielki łyk wody po czym westchnąłem sobie głośno. Nie czułem w pobliżu żadnego tygrysa więc mogłem zacząć polować. Teraz zostało wytropić zwierze i na nie zapolować co powinno być dziecinnie łatwe. Po kilku minutach szukania jakiegokolwiek zapachu, natknąłem się na wyraźny trop. Był to potężny samiec łosia, dużo mięśni, mięsa a mało mózgu. Nie będzie z nim dużo problemów, jedynie co może mi zrobić to mnie zabić. Ale ja ubije go pierwszy, jego poroże jest sporawe , jednak ja lubię gryźć takie kostki. Powoli zbliżałem się do moje kolacji , skradając się cicho spoglądałem na łosia który ze spokojem jadł trawę. Nagle poczułem zapach jakiegoś tygrysa, pewnie ktoś przechodzi, a niech tylko spróbuje mi spłoszyć zdobycz, nie będę zadowolony i miły. Szykowałem się do skoku, zwierze miało marne szanse. Ten moment, ta chwila ....odbiłem się od ziemi wynurzając się błyskawicznie z krzaków , ten skok na łosia udał by mi się gdyby ktoś na mnie nie wpadł. Nie tylko ja chciałem upolować owego zwierzaka, nie tylko ja miałem na niego nosa. Ja i drugi napastnik po prostu na siebie wpadliśmy, łoś uciekł a my leżeliśmy na ziemi. Z lekka poharatani. Ja miałem wbite pazury w jej łapę a ona zęby w mój ogon. Warknąłem na nią i odskoczyłem od razu , tak była to jakaś samica. Trochę niższa od mojej siostry i podobna z lekka. Ale wcale nie aż tak bardzo. Nie wiedziałem jak jej pogratulować że właśnie spłoszyła mi kolacje. Miałem z lekka zdarty ogon, a z jej łapy ciekła krew. Teraz wahałem się czy chamsko odejść z nerwami ,,na ogonie'' , na warczeć na nią czy przeprosić. Jednak ona mnie w tym wszystkim wyprzedziła:
-P-przepraszam. Nie wiedziałam że ktoś też poluje na tego łosia. Naprawdę nie chciałam, wiem że to moja wina.
Takiej reakcji z jej strony jakoś się nie spodziewałem, myślałem że na mnie nawrzeszczy ale przyznała się do winy. Dziwne jest to że nie wyczuła mojego zapachu, a ja jej tak. Mruknąłem nie chcąc się odzywać, jednak z grzeczności musiałem coś dodać:
-Tia, można powiedzieć że nic się nie stało. Po za tym że prawie upolowałem Ciebie, a Ty mnie.
Po jej minie wywnioskowałem że nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać. Bo jakby tak spojrzeć z jednej strony było to dość zabawne. Niestety nagle samica usiadła, bo nie mogła ustać na łapie w którą ją zraniłem. Musiałem zapytać:
-Wszystko dobrze? Może Ci w czymś pomóc?
Wiem że wspólne polowanie naprawiło by szkody i takie tam. Ale najpierw to trzeba naprawić jej stan. Bo z tego co wiem to wbiłem dość głęboko te swoje pazury. A ona prawie odgryzła mi ogon .
Ale mnie to tak nie boli jak ją...

<Aurora?>

piątek, 19 sierpnia 2016

Od Armor King'a-C.d. Emi ,,Dzięki''

Moje polowanie to istna frajda, tym razem podpadł mi lisek . Smaczne mięso, nie powiem. Dobrze że wiem iż Xena jest w tym stadzie. Nie jest tutaj tak źle jak sądziłem, w końcu to stado dzikich kotów. Coś dla mnie. W połowie posiłku doszła do mnie jakaś nieznana mi samica, z resztą połowy stada to ja jeszcze nie znam. Mimo to jej...nie widziałem jeszcze na oczy więc obserwowałem ją prze chwilę bacznie. Nie byłem zbyt głodny więc się z nią podzieliłem posiłkiem, kiedy już z lisa zostało marnych parę kości samica mi podziękowała i przedstawiła się. Ja tylko mruknąłem i wskoczyłem do wody by umyć się od krwi, robiąc przy tym dość duży rozplusk. Chyba nie pochlapałem nim tygrysicy, w końcu podobno nie każdy kot lubi wodę. Chwila, większość jej nie lubi, ja jednak jestem do niej bardzo przyzwyczajony. Co z tego że jest zimna, aktualnie ta jest jednak chłodna. Wynurzyłem się i zacząłem się myć, Emi...czy jak ona tam miała, stała trochę dalej ale jednak spoglądała na mnie. Wnioskując po jej minie, nie była zbyt zadowolona. Zaśmiałem się chytrze i zapytałem:
-Więc jesteś nowa w stadzie prawda?
Ona tylko kiwnęła łbem , więc miałem wnioskować iż ,,tak''. Wyszedłem z wody i otrzepałem się w dość dobry sposób.
-Hmm...a Twoje stanowisko? Nauczycielka szczeniąt, goniąca, wypatrująca?
Podawałem stanowiska by z lekka ja zdenerwować na chybił trafił.
-Żadne z nich!
Fuknęła obrażona. Zaśmiałem się cichutko. Podszedłem do niej i mruknąłem:
-Zabójczyni...
Samica postawiła uszy i z lekka się nastroszyła. Ja jednak olałem to i powiedziałem ze spokojem:
-Działamy w tej samej branży. Jednak ja jestem jeszcze wojownikiem. A Ty?

<Emi?>

środa, 17 sierpnia 2016

Od Armor King'a - Dość ciekawy czas

Głupi ja, jak mogłem zostawić moją ukochaną młodszą siostrę samą. A jeżeli to stado nie było takie miluśkie jak mi się wydawało. Grrr, jeśli jej coś zrobią to powybijam jak psy. Chcielibyście pewnie wiedzieć dlaczego ją zostawiłem, co było takie ważne bym rzucił wszystko i na chwilę uciekł. Ano powodów jest wiele, są różne. O paru mogę Wam opowiedzieć, no ale bez przesady, tajne łamane przez sekretne. Może zacznijmy od takiego podstawowego powodu, dużo czasu przebywałem z siostrą no i chciałbym z lekka odetchnąć , no kurde nie żebym jej nie szanował czy coś, jednak każdemu czasami należy się odpoczynek i chwile samotności. Co do Xeny , z tego co połowa z Nas pewnie jeszcze nie wie...to to że moja siostrzyczka nie jada mięsa. No właśnie, tygrys który nie jada mięsa to nie tygrys...jednak sam lubię czasem skubnąć coś innego dla odmiany, no przypuśćmy owocka. Ja jednak sądzę że podstawowym składnikiem diety każdego dzikiego kota powinno być mięcho. No niestety Xena postanowiła troszkę pomieszać w tym małym i niezbyt ułożonym świecie. Lecz chyba nikt w nowym stadzie nie będzie ją wyśmiewał że jest wege ...w końcu to jakaś odmiana, a że jej to mięso nie smakuje to ma z lekka przerąbane. Pytacie czemu, ohh jak Wy mało wiecie o dzikim życiu tygrysów i o tym jak zimą trudno znaleźć jest jakiekolwiek jedzenie. Zwierzyna łatwo ucieka i jest jej mało, a co dopiero jakieś tam gruszki, jabłka , jagody, czy inne takie. No właśnie, najtrudniej było nam zimą...nie robiliśmy zapasów, tereny były nie do zamieszkania lub zamieszkałe. Połowa stad dawała nam grzecznie do wytłumaczenia że nie mają już miejsca w jaskiniach lub że jest za dużo członków, a druga połowa...przeganiała Nas jak wyrzutków, szczury...lub jakąś chorobę. Tak, nie dałem sobie kaszę dmuchać...połowa tych co Nas nie przyjęła ...chciała nas zjeść, jednak ja ich tylko zabiłem. Wiem jak to brzmi, dość okrutnie. Ale taki jest świat, okrutny i nie dla każdego znajdzie się tutaj miejsce, jak w tamtych stadach. Mam przeczucie że Xena jest w dobrych łapach, dobrze może koniec o mojej siostrzyczce! A , nie...nie, nie. Zapomniałbym , wyruszyłem i powracam z wiklinowym koszykiem, są tam gruszki, marchwie, jeżyny i ryż zmieszany z kaszą. Cóż ma się znajomości. Następny powód jest taki iż musiałem (tak bardzo mnie korciło) pozałatwiać parę starych spraw z kumplami, i tymi mniej ziomkowatymi idiotami. Po niektórych zakończeniach spaw niektórzy płaczą, a po innych cieszą się jak nie wiem co. Mimo wszystko, dobrze mi z tym. To raczej tyle co mam do opowiedzenia , teraz czeka mnie droga powrotna. Mój nos powinien mnie doprowadzić do celu, choć czasami w niego powątpiewam. Chciałbym już tam być i przekonać się czy na pewno nic jej nie jest, ale cóż ja mogę zrobić. Nie ma tutaj gdzieś w pobliżu może jakiegoś teleportu? Ehhh, King ogarnij dupę , jesteś zwykłym tygrysem w prawie normalnym świecie. Chyba nie powinienem jej tam samej zostawiać...w końcu mam tylko ją i nigdy w życiu nie chciałbym jej stracić. Troszczę się o nią ponieważ jestem starszy, na szczęście ona chyba mądrzejsza i też często mi pomaga. Oj bosz, wzięło się na wspomnienia itp. A żadnego stada nadal nie widać. Wędruje już tak chyba całą noc, dzień ...a tutaj zaraz północ.. Nie ma mnie przy niej parę dni, jeśli coś się miało stać już by się stało. Muszę być dobrej myśli, padam z łap, ten kosz wydaje się coraz cięższy , nos ma dość niuchania. Czas na małą drzemkę, po drzemce trening i na głodniaka lecimy dalej. Jak pomyślałem , tak zrobiłem...zasnąłem...

*Kilka godzin później, wczesny poranek*

Obudziłem się dość wcześniej, jakaś kropla rosy spadła mi na nos wywołując nieprzyjemne drganie w nosie i kichnięcie.
-Na zdrowie.
Usłyszałem i wytrzeszczając oczy podniosłem się gwałtownie stając na baczność. Warknąłem przez zęby i zacząłem się rozglądać. Od razu poczułem zapach tygrysicy, spojrzałem w górę i mruknąłem stanowczo. Odskoczyłem szybko do tyłu widząc na drzewie uśmiechniętą od ucha do ucha tygrysicę. Nie wiem jakim cudem prześliznęła mi się pod nosem, może tak twardo spałem bo byłem zmęczony. Odwróciłem łeb by dostrzec kosz wiklinowy, więc jak przypuszczałem koszyk dostał nóg i mi spier****ł. No norma..., ale ja nie zamierzam go gonić!
Dziś
, 00:42
Zgłoś nadużycie
Nieprzeczytane od tego miejsca
-Szukasz czegoś?
Głos samicy jak i sama ona dała o sobie znać.
-Nie.
Warknąłem pokazując przy tym swoje białe i ostre niczym brzytwa kiełki. Nie chciałem by wyczuła mój słaby punkt, ale kuźwa ile ja się naszukałem tych rzeczy to lepiej nie pytajcie. Spojrzałem na nią z pogardą, zeskoczyła z drzewa po czym podbiegła do jednego z krzaków i słyszałem jak się śmieje. Wyszła za parę sekund z gruszką w zębach, miałem ochotę pierd***ąć się łapą w czoło. Jednak jak to by wyglądało w obecności samicy, nie dam się zbłaźnić, będę stał twardo. Co z tego że ma koszyk, co może mi zrobić. To tylko samica która próbuje się ze mną pobawić. Jednak możliwe iż będzie chciała wydrzeć ode mnie jakieś in...Moje rozmyślania przerwała nieznajoma wyrzucając ogryzek .
-Jak masz na imię?
Zapytała dość stanowczo, usiadła spokojnie i nie wykazywała żadnych oznak wrogości czy coś. A może była podstępna, czas to sprawdzić.
-Zwę się Pimpuś .
Zażartowałem z niej, jak i z siebie. Jednak mi to bez różnicy ponieważ w myślach śmiałem się sam z siebie. Samica natomiast przechyliła łeb w bok, niedowierzająca mi w końcu wcale nie wyglądam na takiego co nazywałby się Pompuś, znaczy Pimpuś.
-Mów prawdę, bo resztę tych gruszek też sobie zjem, są smaczne. Komu je niesiesz, a to nie jest tak że samice wolą mięso lub...świeżo zabite zwierzę?
Lubiła pytać , przewróciłem oczyma i machnąłem łapą. Poranna kąpiel musi poczekać, chwila...a może jednak nie. Odwróciłem się ogonem do samicy mówiąc:
-A ucieszył by Cię fakt gdybym powiedział Ci że te owocki nie są dla żadnej mojej wybranki tylko śmiertelnego wroga...a i jeszcze jedno...są zatrute. Chyba nie wyglądam na takiego który by nie mógł ich zatruć prawda?
W myślach nie mogłem wyrobić ze śmiechu, luknąłem z lekka na nią i widziałem jej zwieszony łeb, myślałem że zaraz zacznie krzyczeć lub coś. Jednak ona próbowała to wyrzygać, jezu co za samica.
-Nie trudź się tak, i tak już po Tobie. Bardzo mi przykro, pamiętaj że próbowałem Cię ostrzec.
Wskoczyłem do wody, była zimna jednak właśnie taką lubię. Zanurkowałem i otworzyłem oczy, nie mam problemu z pływaniem więc co mi tam. Dość długo siedziałem pod powierzchnią, tygrysica musiała podejść, a kiedy to zrobiła została wciągnięta pod wodę. Zaczęła się szarpać więc wypłynąłem puszczając ją. Ledwo co się wynurzyła krzyknęła:
-Jak mogłeś, niedawno prawie utonęłam a teraz chcesz mnie utopić...
Miała lekką chrypkę, troszkę pewnie nałykała się wody. Wyciągnąłem ją z wody i pobiegłem po koszyk który był za krzakami. Wyciągnąłem go i wytrzepałem się, przyjemna kąpiel dla mnie jak i pewnie dla samicy. Obróciłem się i zobaczyłem jak się trzęsie, była w niemałym szoku. Om...co ja narobiłem. Jednak, musiałem się przed nią jakoś bronić bo ma gadane i zjadłaby mi jeszcze wszystkie gruszki dla Xeny. Podszedłem do niej, lecz przed tem wyciągnąłem koc z kosza który spoczywał niezauważony na samym jego dnie, wolałem by owoce się nie pogniotły ani nic z tych rzeczy. Można powiedzieć że był w pakiecie z koszykiem...którego zwędziłem. Zły Armor, zły King, hehe. Widocznie kocyk przydał się do czegoś ważniejszego. Trzymając go w pysku stałem nad tygrysicą, spojrzała na mnie już dość obojętnie przymykając oczy.
-Proszę, już możesz mnie udusić...i tak niedługo umrę w wyniku dotarcia tej trucizny do żołądka...a przemoczona daleko nie zajdę.
Wiedziałem że chyba wyolbrzymia... spojrzałem na nią i uniosłem brwi przewracając oczyma. Przykryłem ją mówiąc:
-Przykryj się i wytrzyj...
Jej zdziwienie było nie małe. Usiadłem dalej od niej przy koszu, spoglądając na nią uśmiechałem się chytrze. Przykryła się kocem i chyba zasnęła...bez jaj. Ja natomiast poszedłem coś upolować...trening i Xena muszą poczekać. Antylopa czy zebra? W zupełności zebra! Była sama, a raczej sam...dość okazały samiec. Jednak doskonale wiedziałem że miał coś z nogą, chodził dość kulawo że to tak nazwę. Obliznąłem się i wskoczyłem na drzewo pod którym jadł, jeden skon i już wgryzałem się w szyję zwierzęcia. Co prawda rzucało się i wydawało przeraźliwe dźwięki, jednak mnie to bardziej nakręcało , przebiłem tchawice...trysnęła krew. Taaa....do stołu proszę siadać. Z miłą chęcią zacząłem od tyłu zwierzęcego, a po wielkiej wyżerce resztkę zebry...czyli jakąś połowę, dotaszczyłem do miejsca w którym spała tygrysica. Nadal przykryta kocem , spała uśmiechnięta. Mięso położyłem obok niej.
-Ej , księżniczko...czas wstać. W nocy się nie spało czy jak?
Tknąłem ją lekko nosem , od razu się przebudziła i zapytała...
-Ja jeszcze żyję?
Dobra, koniec tego teatrzyku, a może jednak nie. Uśmiechnąłem się stając na dwóch łapach i składając pozostałe dwie jak anioł.
-Nie.
Po czym odskoczyłem gwałtownie biorąc koszyk w pysk. Samica zaczęła zajadać zebrę, o nic się nie pytając, kiedy najadła się do syta położyłem kosz owoców obok niej. Zabrałem koc i powiedziałem:
-Wiesz chyba że żartowałem z tymi zatrutymi owocami prawda?
Zapytałem dość poważnie, ona wytrzeszczyła oczy.
-Dobra, koniec tej szopki bo mam parę pytań. Z tego co widzę, to jesteś tygrysicą...należysz może do jakiegoś stada? I jak już tak bardzo chcesz wiedzieć jak mam na imię...to Armor King. Szukam swojej siostry Xeny, a i przepraszam za ,,wrzucenie'' do wody ale szantażowałaś mnie.
Uśmiechnąłem się z lekka i usiadłem sobie naprzeciw niej. Między nami leżało jeszcze troszkę mięsa. Czekałem na jej odpowiedz, mam nadzieję że należy do jakiegoś stada...może nawet do tego gdzie jest moja siostra...

(Soraka? Postarałam się napisać długie...więc odpisz proszę.)

niedziela, 14 sierpnia 2016

Profil tygrysa- Armor King


Imię: Armor King
Pseudonim: Armor, King, Hero.
Wiek: 9 lat
Płeć: Samiec/Tygrys.
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Wojownik, Zabójca.
Cechy charakteru: Armor King to samiec szanujący innych ale chyba najbardziej samice. Tygrysy które ich nie szanują...od razu dostają od Armora upomnienie. Jest on bardzo odważny ale tego nie ukrywa, w przeciwieństwie do jego siostry. Zwykle jak to mówią: ,,jest wszędzie'' . Choć nie zawsze się go widuje bo jest przebiegły i tuż pod twoim nosem może się prześlizgnąć. Bardzo i niemożliwie nieprzewidywalny. Nie lubi ciągłej gadaniny choć jest z niego imprezowy pies. Nieraz może okazać się zabawnym. Dla wrogów agresywny i to bardzo. Tak jak jego siostrunia ryzykant z niego na wielką skalę. Sympatyczny i pomocny. Nieraz może nieźle dociec i zaleźć za skórę. Armor toleruje walkę i jest w tym mistrzem, sam się uczy. Ma on niską samoocenę bo co dzień się wykańcza chcąc poprawić swą siłę. Armor jest w swoim rodzaju bohaterem nie raz wykazał się Heroizmem. Zwykle gdy widzi smutną osobę stara się ją pocieszyć. Dobre uczynki i obrona-nie cofnie się przed tym. Łatwo go wybić z rytmu stawiając mu wyzwanie. Poddać się nigdy dla niego to zmaza na honorze nie zna takiego słowa. Również można szybko dostrzec nieufność w oczach tego psa. Może i jest bojowo nastawiony ale najpierw trzeba mieć strategie czyli tak zwany plan działania, więc jest też inteligentny i nie stawia tylko na siłę lecz i na mądrość. Ma wielką nie do złamania siłę woli choć nieraz posługuje się sarkazmem. Jest bardzo władczy i zadziora z niego. Armor podobno ma dwie strony dobrą i złą to twoja sprawa którą z nich wybierzesz.
Cechy fizyczne: Tak, zdecydowanie jest silny, uwielbia walkę i dobrze sobie z nią radzi. Jeżeli chodzi o szybkość jego ,,stalowe'' łapy nadają się do tego mniej, bardziej woli skakać po drzewach lub pływać. Wytrzymały, nieprzewidywalny to cechy fizyczne które się u niego objawiają.
Boi się: Jego strach przed tym że nie dopilnuje pewnego dnia siostry i jej się coś stanie...lub ją straci , jest uzasadniony. W końcu stracił rodziców, brata, a nawet właścicielkę...to jedyna osoba która mu została.
Znaki szczególne: Jego umaszczenie bardzo przyciąga uwagę innych, więc można to uznać jako znak szczególny. Na prawym uchu ma dość widoczną bliznę po walce.
Partnerka: Szuka. Czy znajdzie to się jeszcze okaże.
Rodzice: Jego rodzice nie żyją, zginęli za honor stada...jednak dobrze pamięta ich imiona...Matka miała bardzo piękne i dźwięczne imię Melody , a ojciec dość poważne Armor-to właśnie po nim odziedziczył pierwszą część swojego imienia.
Inna rodzina: Siostra-Xena. (jest w stadzie ) Reszta rodziny zginęła w okropnej walce.
Potomstwo: Nie ma potomstwa.
Inne zdjęcia:
Historia: Armor King urodził się w Stadzie Night Melody. Wiodło mu się dobrze jako szczeniak ponieważ rodzice byli Alfami. Pewnego dnia myśliwi napadli na stado, słuchać było strzały, wycie a w powietrzu czuć było świeżą krew. Armor King i jego brat King patrzyli na to jak ginęli ich bliscy . King stał ze spuszczoną głową ale Armor co chwila warczał i piszczał. Nagle usłyszeli cichy szept, ktoś ich wołał, pobiegli tam i ujrzeli jak mała dziewczynka płacze patrząc na rzeź. Armor i jego brat zaczęli zlizywać łzy dziewczynce. Wzięła szczeniaki na ręce i zaczęła uciekać. Po chwili zatrzymała się i wzięła siostrę Armora. Potem wszystko potoczyło się dobrze, rodzice dziewczynki widząc tygryski pozwolili im zostać. Armor miał życie jak w Madrycie. A że młoda Christine (tak miała na imię jej właścicielka) podróżowała z rodzicami bardzo często jak i wraz z nimi. Armor i jego rodzeństwo przeżyli bardzo dużo przygód. Oswoili się z domem i tak dorośli. Kiedy Armor i jego brat osiągnęli po trzy lata, a Czika druga właścicielka zabrała ich w góry na wycieczkę. Niestety Czika wraz z Armor Kingiem gdy usłyszeli strzał spadli z góry, cudem przeżyli ale już nigdy nie odnaleźli ani brata ani właścicielki....I przebiegli tak cały świat, aż dołączyli tutaj.
Złote tygrysy: 100.000 ZT
Data dołączenia: 14.08.2016
Właścicielka: CZIKA9999