środa, 9 listopada 2016

Postarzanie?

W tym miesiącu nie odbędzie się postarzanie tylko w grudniu i wtedy tygrysy postarzą się o 2 lata.

Czemu blog nie jest aktywny? Sama nie umiem tego wyjaśnić ale ja się w większości do tego przyczyniłam, bo długo nie wchodzłam i was zaniedbałam.... wiele osób też po prostu nie może wejść, nie mają czasu... jest wiele powodów...

Są też pytania pewnie co z konkursem skoro blog jest nie aktywny. Też za bardzo nie wiem, ale wiem tylko to, że pewnie dla większości osób jest on ważny, więc go jeszcze go nie zamknęł i dam wam czas...

*Nie zwracać na błędy zawdzięczam je tabletowi... Dzięki

~Alfa Ana

Od Noah'a CD Blue

Zaskoczyła mnie jej odpowiedz na moje pytanie. Przecież ja nigdy nie miałem nawet partnerki a mowa o dzieciach. Nigdy nie nadawałbym się na Ojca nawet takiego przyszywanego. Ale gdzieś w środku potrzebowałam aby kimś się opiekować i poświęcać swój wolny czas.
-Wiesz .. ja nigdy nie miałem swojej rodziny .. ani partnerki ani dzieci tez byłbym złym ojcem .. ktoś kto jest znany jako ludożercą nie ma raczej dobrej opinani
-Jak to ludożerca
-Długa historia ..
-Tato proszę opowiedz
Dziwnie się poczułem kiedy mnie tak nazwała
-Wiesz wychowałem się w niewoli mój trener zabił jedyną osobę na której mi zależało potem odbierał dzieci innym matka a potem zabijał jak popadnie. Chciał i mnie zabić ale nie domknął kłódki i rozwaliłem klatkę zabiłem jego i zjadłem to samo z resztą ludzi. Potem przez ostatnie 10 lat zabijałem jadłem niszczyłem aż to wszystko wymknęło się spod kontroli i musiałem skończyć po pierwsze wiek mi na to nie pozwala już i kiedyś no wiesz trzeba dać spokój
-Nie chciałeś się zakochać założyć rodziny ?
-Nie bo widzisz zemsta wzięła górę gdybym miał partnerkę i dzieci to nie ryzykowałbym życia a tak to nie miałem nic do stracenia tylko moglem ryzykować życie i mścić się na ludziach

<Blue>

poniedziałek, 31 października 2016

Od Blue - Halloween Cz.2

Po skończonych dekoracjach zaniosłam je wszystkie do alfy. Zapakowałam wszystko do torby i wyszłam ze swojej jaskini. Po paru minutach znalazłam się w grocie przywódczyni. Dałam je moje wszystkie "wycinanki". Dowiedziałam się od niej także o biletach. Miała przyjść po swój w dniu imprezy, także skinęłam tylko głową, że zrozumiałam. Potem jeszcze biegałam w te i we w te jakoś trzy razy, bo musiałam zanieść dynie. Nie byłam na tyle silna, aby przynieść wszystkie, głównie ze względu, żeby ich nie zniszczyć. Dlatego też musiała po jednym pakować do torby i przenieść je tę paręnaście metrów. Na szczęście jej jaskinia była oddalona od mojej nie cały kilometr, może nawet i pół, więc nie było tak źle.
Teraz zostało mi tylko przebranie. Ale za co? Nie chciałam niczego banalnego, jak wilkołak, wampir czy nawet dynia. Przez pół dnia rozmyślałam nad odpowiednim kostiumem, aż udało mi się coś wymyślić, gdy leżałam pod drzewem w cieniu.
Wpierw zapolowałam na zająca. Nie błam głodna, potrzebowałam jedynie krwi. Zabrałam go na brzeg wody, gdzie mogłam użyć także czarnej ziemi. Białe futro mi tylko ułatwiło całą sprawę. Zaczęłam od czarnego koloru. Wymalowałam wpierw oczy, tworząc je jako puste miejsca, gdzie niegdyś znajdowały się gałki oczne. Potem przemalowałam praktycznie całą siebie, nie licząc "włosów". One zostały śnieżno białe. Zamoczyłam łapy i kły w krwi, a do tego prysnęłam sobie nią na ciało. To dodało strasznego wyglądu, a całość wyglądała jednocześnie dziwnie, jak i przerażająca. Wyglądałam na tygrysi psychopatyczny zabójca z horroru i to mi chodziło. Wiem, że dzisiaj nie mamy Halloween, ale musiałam przecież sprawdzić, czy to wypali, prawda? Gdy przejrzałam się w tafli wody, byłam bardzo zadowolona z efektu.
- Super! - odparłam radośnie, po czym wskoczyłam do zbiornika wodnego, aby się umyć. Oczywiście nie pływałam w niej, tylko stałam jakoś do klatki piersiowej. Musiałam to wszystko z siebie zmyć, ale nie miałam zamiaru się przy tym utopić, bo skoro łapy mają dłużyć do umycia się, to jak mam płynąć? Myłam się przez dobrą godzinę, bo okazało się, że ziemię ciężko zmyć z ciała tak, aby białe futerko wróciło. No niestety. Ale przynajmniej miałam już kostium.
Teraz tylko czekać na Halloween.

Od Kayuna CD Dakoty - Halloween cz.4

- C-co? - zdołałem z siebie wykrztusić tylko tyle.
- Tak, Kay. Będziemy mieć dzieci.
Wszystko mi wirowało przed oczami. To... to wszystko działo się tak szybko.
- Czy... czy to znaczy, że ty jesteś...? Nie, niemo... niemożliwe - wydukałem zszokowany.
- Jestem w ciąży - potwierdziła Dakota nie owijając w bawełnę - powiedziała mi to wprost. Sam nie byłem pewny swoich uczuć w tym momencie. Szok, radość, zdziwienie, entuzjazm, stres, obawa - te wszystkie uczucia walczyły we mnie. Nie potrafiłem wydusić z siebie już ani słowa więcej. Dakę widocznie to zaniepokoiło. Porwałem moją partnerkę do tańca i z uśmiechem na pysku ucałowałem ją w czubek łba. Tańczyliśmy tak razem przez jakiś czas w milczeniu, niezależni wcale od mocnej muzyki która właśnie leciała z głośników. Tańczyliśmy na uboczu spokojny, powolny taniec. Nie potrafiłem wymazać uśmiechu ze swojego pyska. I też nie zamierzałem go powstrzymywać.
- To taka przyjemna chwila... - mruknąłem do ucha Dakoty i zamknąłem z rozkoszą oczy. Miałem wrażenie, iż ten moment był dla mnie tak wspaniały, że nic już nie mogłoby przerwać naszego wspólnego tańca, który mógłby trwać w nieskończoność. Czułem, że w każdej chwili mógłbym się rozpłynąć w tym tańcu, rozpłynąć w tej cudownej chwili. Przez całe moje życie nauczyłem się jednego - że szczęście nie może trwać w nieskończoność. Ale w tym momencie czułem się tak, jakby to cudowne uczucie beztroski i szczęścia nigdy nie zamierzało mnie opuścić...
***
Nadszedł czas, by postraszyć nieco ludzi w okolicy. Podobno ostatniej nocy pewna grupa tego właśnie gatunku podróżników postawiła swój obóz gdzieś niedaleko, więc tygrysy z naszego stada postanowiły nieco ich postraszyć. Oby nie byli w posiadaniu broni, bo będzie trzeba wtedy improwizować...
Wszyscy już zbierali się w hałasie przy wyjściu z terenów imprezy, gdzie stały Anaksunamun oraz Xena. Reszta wyznaczonej ekipy do organizacji imprezy jeszcze nie sprzątała, ponieważ po straszeniu ludzi mieliśmy wrócić w to miejsce i kontynuować imprezę.
Ja oraz Dakota wyszliśmy bokiem, omijając łukiem gwarne zgromadzenie. Po drodze do obozu rozmawialiśmy ze sobą. Ana kazała każdemu iść ze swoją parą, ale zgodziła się także na to by zabrać kogoś jeszcze ze sobą. Ja szłem tylko ze swoją partnerką.

<Daka? Tak, ja też kocham niespodzianki, nie jesteś jedyna XD>

Od Blue CD Noah'a

Zaczęłam skakać radośnie po łące, próbując złapać jakieś owady, które latały w powietrzu. Potem do zabawy dołączył i Noah. W tej chwili zdałam sobie sprawę, że jednak nie jest taki ponury na jakiego wygląda i jaki się zdaje na samym początku. Czułam się, jakby nie miał w rzeczywistości tych jedenastu lat, ale może z pięć. Nie stracił kondycji, ruchów. Gdybym go nie znała, pomyliłabym go z młodym tygrysem.
- I co sądzisz na temat terenów? - usiadł przede mną.
Uspokoiłam się i położyłam się na plecy przyglądając się niebu. Czułam na sobie jego wzrok, ale nie przeszkadzał mi. Okazał się jednak bardzo miłym samcem. I miał rację - mógł by być moim ojcem. Może to i dobrze? W końcu nigdy nie miałam normalnego i prawdziwego ojca, tylko sadystycznego generała.
- Nie są takie złe i jak na razie mam ochotę wszystkie poznać jak najlepiej - przewróciłam się na brzuch i spojrzałam na niego. Dalej mi się przyglądał. - Ale za pewne za parę tygodni znudzą mi się, albo tak mi się spodobają, że każdego dnia będę miała co do roboty - stwierdziłam.
- Yhym - basior skinął głowa z uśmiechem i położył głowę na łapach.
- Wiesz co? Ciesze się, że moim pierwszym znajomym jesteś ty - uśmiechnęłam się miło. Na twarzy samca malowało się małe zaskoczenie.
- Dlaczego? - zapytał.
- Bo może w końcu dowiem się, jak to jest mieć normalnego ojca - zaśmiałam się cicho. Ta myśl była okropne głupia, ale prawdziwa. Widziałam na jego twarzy rozbawienie zmieszane z niepewnością.
- Nie miałaś ojca? - zapytał, a ja pokazałam łapą "w połowie".
- Jakoś go ne zbyt uznaje. Był generałem i strasznie agresywny, czasem sadystyczny. Zawsze udawał przy innych takiego spokojnego, a w domu zawsze się wyżywał, najczęściej na mnie - ponownie przewróciłam się na plecy i spojrzałam na niebo. - Matki nigdy przy nas nie było, zawsze zajęta swoimi "klientami", a do młodszego brata nie pozwalałam mu nawet podejść - wytłumaczyłam.

<Noah? Lub "tato" xd>

Od Nosferatu CD Xeny - Halloween cz. 1


Jaki jest sens życia? Po co rano wstajemy, myjemy się, idziemy do szkoły, 'pracy'? Po co w ogóle wstajemy z łóżka, przecież i tak do niego wrócimy...
Podobno życie to nie jest zgadywanka co odpowiedziała większość tak jak "Familiada" czy "Zgaduj, zgadula". Podobno żyje się na sto procent i trzeba postawić na jedną odpowiedź oraz być pewnym, lub niepewnym, swojej odpowiedzi, swojego wyboru tak jak "Postaw na milion". Ech. Czasem w życiu zdarzają się zaskakujące i niewytłumaczalne przypadki, które można uznać za para nienormalne. Te przypadki to próba charakteru. Życie jest pełne niespodzianek i czasem nasza zapadnia szczęścia, która do tej pory była zasłonięta i trzymała się mocno. Szczęście nie ustępowało aż tu nagle, pufff, i zapadnia się zapada ukazując czarną czeluść. Czeluść, która ziała czarnym nieszczęściem...
~*~
Kolejny nudny dzień. Kolejny dzień przepełniony tymi samymi czynnościami, które robimy codziennie. Kolejny dzień, w którym nic się nie dzieje. Poranne czynności zostają takie same jakie było wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu... Jednak moje myśli zostały zmanipulowane przez jedną rzecz. Chciałbym otrzymać oznajmującą odpowiedź na wcześniej zadane pytanie. Wstałem i przeciągnąłem się. Odwróciłem swój wzrok by patrzeć na nadal śpiącą białą tygrysicę o zielonych oczach. Jej klatka piersiowa unosiła się w górę i w dół, a ogon unosił się i odpadał równomiernie i w takiej samej prędkości co oddech tygrysicy. Szturchnąłem nią lekko, a ona momentalnie otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Również wstała i, pomijając wcześniejsze dialogi, które ze sobą zamieniliśmy, zapytała mnie:
- Pamiętasz to wcześniejsze pytanie, które mi zadałeś? - Ja zawahałem się. Wymownie spojrzałem w sufit i pokiwałem lekko głową. - Mógłbyś je powtórzyć? - zapytała ponownie spoglądając na mnie z dziwnymi iskierkami w oczach.
Po raz kolejny spojrzałem w sufit udając, iż nie dosłyszałem pytania. Jednak Xena przypatrywała mi się wytrwale tak długo, aż w końcu się poddałem.
- Chciałabyś pójść ze mną na... Halloweenową imprezę? - wydukałem robiąc pięciosekundowe przerwy pomiędzy słowami, jakbym chciał dokładnie przemyśleć co chcę powiedzieć oraz starannie dobierając słowa. Uważałem, żeby nie zrobić jakiegoś błędu językowego i żeby brzmiało to w miarę normalnie, jak zwykłe pytające zdanie a nie jak wypowiedzenie kogoś niepełnosprawnego.
- Obawiam się, że jednak... - zwiesiłem łeb i spojrzałem na swoje łapy szykując się na najgorsze co może spotkać w życiu samca. - ... będę mogła z Tobą pójść. - błyskawicznie podniosłem swoją głowę i spojrzałem na Xenę triumfalnie.
- No to... - w pewnym momencie chciałem krzyknąć coś w rodzaju: "Tak?! Ale super, normalnie nie wiesz jak się cieszę!", ale nie chciałem wyjść na zdesperowanego, więc rzekłem tylko coś w rodzaju: - ... super! - dokończyłem zdanie i zacząłem się powoli wycofywać z jaskini. - No to ja pójdę się przygotować, o tak. No to na razie! - wybiegłem z jamy kątem oka widząc roześmianą twarz Tygrysy mają twarze? XD Xeny. Przy okazji, gdy już mnie nie widziała walnąłem facepalma, karcąc się w duchu za te słowa, które wypowiedziałem. Brzmiały... jakoś tak... nienaturalnie? Sztucznie? Nienaturalnie i sztucznie? Wiem, że to jedno i to samo, ale co tam. Pobiegłem do miejsca, które miałem już przygotowane jako moje laboratorium do przygotowania się na dzisiejszą imprezę. Mój strój, przynajmniej dla tych którzy mnie znają od dzieciństwa, był banalny. łatwy do odgadnięcia.
Głównym tematem rozmowy mojej sam ze sobą podczas dojścia do mojego "laboratorium" był obmyślony przeze mnie strój szamana (XD). Zrobiłem szatę z jednego ze starożytnych kocy znajdujących się w ciemnym kącie mojej jaskini. (NIestety zdjęcia nieznalazłem :C) Głównym efektem stroju była peleryna: udrapowana na plecach wielka niedźwiedzia skóra z pazurami zwisającymi z ramion. Łeb niedźwiedzia spoczywał na mojej głowie niczym kaptur spowijając złowrogim cieniem moją twarz. Myślałem także, żeby wziąć stary kij, który kiedyś znalazłem, który miał pełnić funkcję laski, ale doszedłem do wniosku, że nie ma po co. I tak bym go prędzej czy później odłożył w kąt.

Znalezione obrazy dla zapytania niedźwiedzia skóra
XD Heheszki. To ta peleryna
 Długo potem opracowywałem wszelkie istniejące szczegóły. Gdy już zdecydowałem, że wszystko jest w należytym porządku zdjąłem z siebie strój i poszedłem do Anaksunamun po bilety. Właściwie bilet, bo Xena nie musi mieć.
- Cześć Ana, chciałbym poprosić o bilet na imprezę Halloween'ową. - poprosiłem i dostałem od Alfy bilet. Potem jeszcze trochę pogadaliśmy, spytała z kim idę, jaki mam strój i tak dalej, i tak dalej. Potem wróciłem do miejsca gdzie się przebieram i jeszcze raz dopracowałem wszystkie szczegóły. Nie daj Boże by się jakaś plama znalazła. Nosferatu - perfekcyjny Pan domu XD . 

<Xencia? Co tam u Ciebie? >

Od Kiyomi CD Armor King

Jeszcze jeden krok.
Jeden krok ku śmierci.
Ona mnie poniesie.
Zamknęłam oczy. Wiatr rozwiewał moją sierść. Pode mną rozciągała się głęboka i szeroka przepaść, nie można byłoby dostrzec jej dna gołym okiem - to była bezkresna, czarna czeluść. Dzielił mnie od niej tylko jeden krok. Jeden krok. On mógłby rozwiązać wszystkie moje problemy w jednej chwili. Wtedy... wtedy nadejdzie k o n i e c. Koniec wszystkiego. Całego mojego marnego, pechowego i bez celowego życia. Po co miałabym dłużej żyć? Czy nie lepszym rozwiązaniem jest skok? Skok po pewną śmierć?
Przecież... ten jeden krok... on rozwiąże wszystkie moje problemy w jednej chwili - cały stres, zdenerwowanie, złość, ból i rozpacz.
Nabrałam powietrza do płuc. Otworzyłam oczy i spojrzałam w dół. Nachyliłam się nad przepaścią i już miałam TO zrobić, ale w ostatniej chwili odskoczyłam do tyłu zrezygnowana. Nie.
Wtedy poczułam bardzo mocne, gwałtowne i brutalne pchnięcie - wprost w stronę przepaści. Wrzasnęłam przeraźliwie i...
***
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Oddychałam ciężko i czułam, jak w przyśpieszonym tempie biło moje serce. Rozejrzałam się dookoła. Byłam na brzegu dużej i rozległej polany, tuż przy skraju gęstego lasu. Słońce wschodziło nad polaną, lecz nie zdążyło się jeszcze wyłonić nawet do połowy. Przełknęłam głośno ślinę. Musiałam pozbierać swoje myśli, poukładać sobie wszystko i włożyć w odpowiednie miejsce swojego mózgu. Ponownie objęłam spojrzeniem krajobraz, który mnie otaczał. Po chwili oprzytomniałam i pamięć do mnie wróciła. To tam właśnie postanowiłam przenocować poprzedniego wieczoru.
Po chwili skupiłam się na swoim śnie, dokładnie go analizując. Uznałam to za zwykły sen - taki, jak każdy w tej kategorii. Próbujesz lub ktoś próbuje cię zabić, a akurat wtedy, gdy masz już zginąć gwałtownie budzisz się. Przecież dobrze wiesz, że tak zawsze się dzieje. Tak jak i w przypadku spadania - śnisz że spadasz i akurat w tej chwili się budzisz. Ale mimo to we śnie i tak kompletnie się tego nie spodziewasz, a po obudzeniu... czujesz się w pierwszej chwili dziwnie.
Takie sny miewam często. Takie samobójcze, mimo że nigdy myśli o samobójstwie mnie nie dopadały.
Wstałam z miejsca. Nie, ten sen mi się nie podobał. On wydał mi się inny od reszty... bardziej realny... Ba, on był podejrzanie realny. W dodatku świetnie go pamiętałam. Nawet najdrobniejszy dźwięk czy szczegół. Mimo, że zdawałam sobie sprawę z tego, że tu coś było nie tak nie przejęłam się zbytnio swoim snem.
Podciągnęłam się do pozycji siedzącej, ziewnęłam cicho i wyruszyłam w swoją dalszą podróż. Tak w końcu wyglądał plan mojego dnia: pobudka, wędrówka, wędrówka, obiad, wędrówka, wędrówka i wędrówka. A na koniec spanie. Te wszystkie nudne i monotonne czynności powtarzały się każdego dnia, aż do chwili, gdy na swej drodze spotkałam pewnego tygrysa, który zaproponował mi dołączenie do stada. Tak, w tej chwili całe moje życie się odmieniło, choć z początku nie zdawałam sobie z tego sprawy...

Wpadł brutalnie wprost na mnie. Wyglądało to tak, jakby na mnie sobie urządził polowanie.
Masywny tygrys o jasnym, biało-pomarańczowym umaszczeniu, z którego biła aura pewności i potęgi. Stał na mnie, przygwożdżając mnie sprytnie do ziemi tak, abym nie miała szans uciec i szczerzył do mnie groźnie kły bezustannie powarkując. Wpatrywałam się w niego bez przerwy, zaciskając wargi by nie wyrwać się do obrony. Jeszcze nie. Nie była na to pora. Wyczuwałam od niego mocne i świeże zapachy innych tygrysów, więc uznałam że atak na tego tygrysa nie byłby najrozsądniejszym wyjściem. W końcu w każdej chwili mógł wezwać wsparcie.
- Co tu robisz? - wywarczał nie rozluźniając mięśni ani na chwilę. Zadarłam swój pysk nieco w górę i patrzyłam ostrzegawczym, ale opanowanym wzrokiem spod przymrużonych oczu na samca.
- To, co powinnam aby przeżyć.
- Czyli? - zapytał z wyraźnym naciskiem. Z mojego pyska wydobyło się gardłowe warczenie.
- Polowałam.
- Ha! Polowałaś? - Tygrys nacisnął mocniej swoją masywną łapą na moją klatkę piersiową, aż zachłysnęłam się powietrzem.
- Jak ci na imię? - padło pytanie ze strony samca.
- Co to, przesłuchanie?! - wybuchłam - Nic więcej ci nie powiem!

<Armor King? Ostrzegam, Kiyomi będzie nieugięta w kwestii jej imienia i szybko go nie zdradzi...>

niedziela, 30 października 2016

Od Dakoty CD Kayuna - Halloween cz.3

Kiedy już weszliśmy naszym oczom ukazała się duża polana i wszędzie były dekoracje Halloweenowe. Wszystko wyglądało wspaniale, było dobrze dopracowane. Wiedziałam, że moja matka i inne tygrysy bardzo się napracowały, aby wszystko zrobić. Wybiła dwudziesta druga godzina i impreza się rozkręciła. Spojrzałam na stoły i Kay przy jednym z nich siedział razem z Brunem, Noah'em i innymi samcami. Samice natomiast tańczyły i śpiewały. Nie chciałam być sama, więc podbiegłam do Kayuna i złapałam go za łapę, że ten mało nie przewrócił całego stołu. Trafiliśmy na środek polany. Zostawiłam go na chwilę i podbiegłam do sceny, na której stały głośniki itp. Włączyłam inną muzykę i po chwili byłam obok samca, a także zaczęliśmy wszyscy tańczyć. Impreza miała trwać do samego rana. Już wszyscy prawdopodobnie byli na szczęście nie zapomnieli biletów, które miała moja matka.

~Kilka godzin później~

Wybiła godzina dwunasta. Była to tak zwana godzina duchów, wtedy wszystkie zjawy wychodziły na wolność, do świata żywych. Zaczęliśmy opowiadać sobie różne straszne historie. Jeszcze nikt nie wyszedł z imprezy. O drugiej w nocy natomiast mieliśmy iść niedaleko ludzi i ich trochę postraszyć, lecz to było dopiero za dwie godziny, więc było jeszcze sporo czasu. Widziałam jak Kay stał sam przy stołach, wtedy postanowiłam mu coś powiedzieć.
- Kay mam dla ciebie wiadomość.
- Jaką? Zapytał zaskoczony
- Zostaniesz ojcem.
Opuściłam łeb i czekałam na reakcję samca. Myślałam, że będzie nie zadowolony z tego faktu, bo nie mówił mi nic o dzieciach.

<Kay? Jak ja kocham niespodzianki, a ty? XD>

Od Noah'a CD Xeny

Naszedł koniec tych wszystkich wyznań,najwyższa pora powrotu na tereny stada. Xena wskoczyła na swoja towarzyszkę a ja zrobiłem to samo.
Uniosła nas ponad lasy i ruszyliśmy. Droga powrotna nie trwała aż tak f=długo jak byśmy się oboje mogli spodziewać. Juz ani ja ani ona nie odezwaliśmy się do siebie. Kiedy wylądowaliśmy na granicy zeskoczyłem z jej towarzyszki.
-Dzięki .. wracaj już do siebie Xena ja stad mam blisko
-Okey ..
Nie oglądając się za siebie ruszyłem w kierunku jakiegoś wygodnego drzewa. Wspiąłem się i położyłem już po chwili spałem jak zabity. Kiedy się obudziłem zeskoczyłem i poszedłem nad strumyk napić się wody. Upolowałem jakiegoś cośka dziko podobnego i zjadłem na śniadanie.
Kolejne kilka godzin wałęsałem się po czym znowu wszedłem na drzewo i poszedłem spać. Długo nie pospałem bo obudził mnie znajomy głos . Otworzyłem leniwie jedno oko i zerknąłem pod drzewo to była Xena. Szczerze spodziewałem się Blue a nie jej. Wstałem i zeskoczyłem
-Co tam chciałaś-ziewnąłem przeciągając się leniwe
-Co taki zaskoczony
-Spodziewałem się Blue ..
-Blue ? ktoś coś ?
-Przestań .. to dziecko jeszcze-mruknąłem nieco pogardliwe

<Xena>

Od Kayuna CD Dakoty - Halloween cz.2

Usiadłem na trawie i wpatrywałem się w ziemię. Później przeniosłem swój wzrok na niebo, po którym płynnie i spokojnie płynęły chmury. Wiatr nie był zbyt porywisty, a pomarańczowe liście wskutek tego zbyt wielkimi ilościami nie spadały z drzew.
Wsłuchiwałem się w tę melancholijną ciszę... dopóki z głębokiego zamyślenia nie wyrwała mnie Dakota, która właśnie w radosnym podrygiwaniu podbiegła do mnie. Nawet nie zorientowałem się, gdy znalazła się w pobliżu.
Poczułem delikatne pacnięcie na boku. Zaskoczony spojrzałem odruchowo w tę stronę i ujrzałem uśmiechniętą Dakę, która stała wtedy obok mnie bez swojego przebrania. Wcześniej ja także je zdjąłem, w końcu do imprezy było jeszcze trochę czasu.
- Kay, co ty taki dzisiaj dziwny?
- W jakim sensie?
- No wiesz, łatwo cię zaskoczyć, jesteś jakiś otępiały i wogóle... Sam rozumiesz. - W głosie mojej partnerki nie było słychać zbyt wiele zmartwienia moją osobą. Nie odpowiedziałem, ale jedynie głośno westchnąłem, dając w ten sposób do zrozumienia Dace, iż nie miałem ochoty na rozmowę w tym momencie.
***
Ja i Dakota - Dakota i ja. My we dwoje jako para. Nie tylko na imprezie z okazji Halloween, które miało się odbyć tego wieczoru.
Razem we dwoje przywitaliśmy się ze Anaksunamun i Xeną stojącymi w wejściu na teren imprezy, wymieniając między sobą nawzajem uśmiechy i przeszliśmy z Daką bokiem - jako ,,goście specjalni". Albo VIPy. W każdym bądź razie mieliśmy załatwioną przejściówkę i nie musieliśmy dawać Anie oraz Xenie biletów, z racji tego że byliśmy parą Alfa. Bruno zapewne także nie musiał pokazywać biletów.
Anaksunamun to raczej z początku mnie nie poznawała zamaskowanego kostiumem, ponieważ przy wejściu marszczyła brwii i uważnie mi się przyglądała, z początku nawet nie chciała mnie wpuścić dalej. Xena natomiast nawet jeśli mnie nie poznawała także, to nie dawała tego po sobie poznać.

<Daka?>